Wokół studiów po lekkim l...
12 godzin temuOd redakcjiTuż przed rozpoczęciem nowego roku akademickiego oddajemy w Wasze ręce (a ... [dalej]
Przeczytano 50 razy | 0 KomentarzePalcem po mapie ze Studen...
6 dni temuOd redakcjiJakiś czasem temu na Students.pl w profilach użytkowników pojawiła się now... [dalej]
Przeczytano 452 razy | 9 KomentarzePost Tygodnia - Pilih
10 dni temuOd redakcjiPost TygodniaKolejny Post Tygodnia czas wybrać. Tym razem będzie trochę politycznie, bo... [dalej]
Przeczytano 968 razy | 23 Komentarze
Ghana: National Art Center
6 miesięcy temuMultiKultiOd redakcji
Czytając każdy przewodnik po Ghanie, czy Afryce Zachodniej można napotkać na wzmianki o National Art Center w Ghanie. Wszystkie zgodnie twierdzą, ze to miejsce które każdy odwiedzający Akrę musi zobaczyć. Wiele się nie zastanawiając stwierdziłem, że i ja muszę to zobaczyć. Zarezerwowałem więc całą sobotę na łowy w poszukiwaniu unikalnych rękodzieł kultury Afrykańskiej.
Pierwsze moje wrażenia po przybyciu na miejsce? Niesamowicie rozległa powierzchnia marketu, olbrzymi gwar i ciągłe nawoływanie Obrouni, obrouni come come. Sprzedawcy tak dobrze znają się na białych ludziach, że są w stanie przekonać Cię do wydania niemal wszystkich swoich pieniędzy po pierwszych 5 minutach rozmowy. Widać, że to profesjonaliści i gdybym wcześniej nie znał ich metod pewnie dałbym się złapać w pułapkę zakupu bębna djembe albo obrazu za kwotę 20 razy przekraczającą jego wartość. Są jednak ludzie którym to nie przeszkadza, gdyż krąży po tym markecie wielu białych którzy wydają naprawdę astronomiczne sumy na suweniry z Afryki. Ich sprawa, skoro tak lubią...
Moja strategia była inna. Stwierdziłem, że muszę się z kimś zaprzyjaźnić i troszkę wykorzystać by przedstawił mi jak wygląda rynek naprawdę. Nie było to trudne. Zahaczyłem pierwszego lepszego gościa, poszedłem do jego sklepu kupiłem za jakieś śmieszne 3 GHc wisiorek i zabrałem na Colę. W zamian dostałem bezcennego przewodnika, który zabrał mnie do swojego miejsca zamieszkania. Szok. Ci artyści sprzedawcy mieszkają na tyłach marketu w lepiankach, bez wody, prądu czy kanalizacji. Przyjeżdżają na targ z całej zachodniej Afryki koczują nad oceanem do czasu aż nie sprzedadzą swoich wyrobów i wracają do domu, a zarobione pieniądze wystarczają im na utrzymanie całej wioski przez parę miesięcy.
Później przeszliśmy się po domach artystów którzy pracują na miejscu. Widziałem gościa który maluje, rzeźbi i wreszcie największy smaczek, czyli ludzie robiący bębny. Wszyscy niesamowicie radośni i pogodni. Poprosiłem ich czy mogę zrobić samemu djembe. Na co oni nie kryjąc zdziwienia zgodzili się. Pokazali mi, że trzeba zacząć od wybrania odpowiedniego drewna. Większość bębnów robi się z miękkiego mało wytrzymałego drewna i sprzedaje do Europy. Natomiast te prawdziwe zostają dla muzyków w Afryce a najlepsze drewno to ebony (po naszemu heban). Wybraliśmy więc odpowiedni kawałek drewna i zaczęliśmy dłubać. Zabawa przednia... Tak o to zrobiłem swój własny pierwszy bęben djembe :)
Później stwierdzili, że skoro już wiem jak się robi djembe to czas nauczyć się grać i troszkę po uderzaliśmy w membranę z krowiej skóry. Ja tam jak ja mimo skończenia szkoły muzycznej nie brylowałem, aczkolwiek to co lokalni potrafią zagrać i w jakim tempie a na dodatek czysto i rytmicznie !!! Niesamowite wrażenie. Na dodatek oni nie mają szkół, sami uczą się wszystkiego i dzięki temu czują muzykę ona jest w nich.
Na koniec podziękowałem za całą zabawę i przyrzekłem, że będę ich odwiedzał. Co na pewno uczynię. Chociażby dlatego, żeby raz jeszcze posłuchać jak grają i czerpią radość z muzyki pomimo ich niewesołej sytuacji. Tylko podziwiać!

oczywiście w pozytywnym sensie znaczenia . Pozdrawiam