Do marca szłam na medycyn...
1 lat temuQuestionariusz"Do marca szłam na medycynę. Potem kilka odwiedzin w prosektorium i zmien... [dalej]
Przeczytano 1459 razy | 0 KomentarzeNajważniejsza podróż jest...
1 lat temuQuestionariuszOd redakcjiNiegdyś Elżbieta Dzikowska wraz ze swoim mężem Tonym Halikiem, realizując ... [dalej]
Przeczytano 2303 razy | 3 KomentarzeSeks "po bożemu" - wywiad...
1 lat temuQuestionariuszOjciec Ksawery Knotz ze Zgromadzenia Braci Mniejszych Kapucynów bywa nazyw... [dalej]
Przeczytano 4056 razy | 8 Komentarze
Spotykaliśmy się w domu profesora - wywiad z Bogusławem Wołoszańskim
1 lat temuQuestionariusz
Pewnie większość z Was myśli, że Bogusław Wołoszański jest historykiem. W pewnym sensie tak jest. A przynajmniej z tą dziedziną nauki kojarzy go większość osób. Z wykształcenia jest jednak prawnikiem. Absolwentem Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Nam wyznał, że nie żałuje wyboru kierunku studiów. Jeśli chcesz wiedzieć, jak Bogusław Wołoszański wspomina swoje studia, przeczytaj koniecznie wywiad.
O studiach często decyduje przypadek. Co zadecydowało, że wybrał Pan prawo?
Od razu skreśliłem wszystkie kierunki techniczne. Przede wszystkim ze względu na matematykę, fizykę i chemię. Zaś prawo jest bardzo wszechstronnym kierunkiem. Wybrałem ten kierunek i nie żałuje.
Ale nigdy nie pracował Pan w swoich zawodzie?
Wtedy gdy kończyłem prawo w 1971 roku zawód prawnika był mało interesujący. Po studiach groził mi tak zwany „nakaz pracy”. Państwo socjalistyczne wychodziło z założenia, że tyle dokłada do studenta, że student musi to odpracować. Kończyło się studia i natychmiast odzywał się Pełnomocnik ds. Zatrudnienia, który przydzielał miejsca pracy. Ja dostałem propozycję pracy jako urzędnik w Wieluniu. Ładne miasto.
Miał Pan propozycję zostania na uczelni.
Miałem propozycję od profesora Stanisława Ehrlicha, abym został w katedrze prawa państwowego. Aczkolwiek praca naukowa nie wydawała się być moim żywiołem i dlatego zdecydowałem się na dziennikarstwo. Proszę pamiętać, że był to rok 1971. Nastąpiło pewne otwarcie i zaczynał się zupełnie nowy czas. Wydawało mi się, że dziennikarstwo będzie wyglądało inaczej. Że Polskę będzie można naprawić.
Nie mógł Pan po prostu odmówić profesorowi?
Profesor był bardzo apodyktycznym człowiekiem. Kiedy przyszedłem i powiedziałem: - Panie profesorze, ja zdecydowałem się rozpocząć studia dziennikarskie. Odpowiedział: - Ależ to bardzo dobrze kolego! Przyda to się panu w zawodzie naukowca. Ale oprócz tego proszę zgłosić się na wydział ekonomii, bo będzie pan musiał postudiować i w ciągu trzech miesięcy zaliczyć statystykę. I co miałem jeszcze powiedzieć?

Dlaczego wybrał pan jako specjalizację teorię państwa i prawa?
Rzeczywiście to najtrudniejszy kierunek na prawie. Ale w życiu trochę decyduje przypadek. Nie bardzo sam wybrałem. Raczej zostałem wybrany. Profesor Ehrlich miał taki pomysł, żeby już na pierwszym roku stworzyć proseminarium i prowadzić ludzi w nim zebranych przez całe studia. Sposób odbywania tych spotkań był dość niekonwencjonalny.
Co go wyróżniało?
Spotykaliśmy się w domu profesora, gdzie sam przygotowywał dla nas obiady. Pamiętam czerwony barszczyk kwaszony porzeczkami. Ta grupa była nie byle jaka. Byli w niej bracia Kaczyńscy. Był Sławek Popowski, Dorota Safian, Maciek Łętowski. I kiedy ówczesny magister, obecny profesor Piotr Winczorek zaproponował mi udział w proseminarium u profesora Ehricha, uznałem to było to ogromne wyróżnienie, jak i ogromne potwierdzenie możliwości intelektualnych. Więc przyjąłem propozycję i uczęszczałem na seminarium przez cztery lata. Potem zacząłem także chodzić na seminarium z prawa karnego.
Zrezygnował Pan z tego pierwszego seminarium?
Powiedziałem panu profesorowi, że zmieniam grupę. A on na to: - Oczywiście kolego! Bardzo dobrze! Dla teorii państwa i prawa znajomość prawa karnego wpływa bardzo dobrze. W ten sposób chodziłem na dwa seminaria. Jedyny na Wydziale, ale to rzeczywiście było bardzo dobre rozwiązanie.
Wtedy studia na prawie polegały na takim bezpośrednim kontakcie: student – profesor. Profesorowie byli darzeni ogromnym szacunkiem. Ich nazwiska liczyły się w polskiej nauce.
Na jaki temat pisał Pan pracę magisterską?
Warunki prawne walki z alkoholizmem w prawie polskim. To był taki spacer prawie przez wszystkie gałęzie prawa. Moim promotorem był oczywiście profesor Ehrlich.
Powiedział pan, że profesor był niezwykłą osobą. Pamięta Pan jeszcze jakieś anegdoty ze studiów?
Historii było co nie miara. Niektóre z nich potwierdzały klasę profesorów. Pamiętam egzamin z historii Polski u profesora Bogusława Leśnodorskiego. W tym samym czasie egzamin zdawali studenci studiów zaocznych. Z reguły byli to ludzie w sile wieku. Dlatego nie dziwiło jednego z nich, że z pokoju wyszedł siwy pan. Studenci zaoczni mieli utrudniony kontakt z profesorami i ten kontakt nie był tak oczywisty jak dla nas. W związku z tym on nie wiedział, że jest to profesor Leśnodorski. Tylko uznał, że jest to któryś ze studentów studiów zaocznych, który jest po egzaminie. Podszedł do niego i spytał: - Jak ci poszło? Leśnodorski mówi: - Nieźle. Ten student użył jakiegoś nie przychylnego określenia na profesora. Wszyscy, którzy byli na tym zatłoczonym korytarzu obserwowali sytuację zmartwieli. On również kiedy dowiedział się, do kogo się odezwał. Potem okazało się, że zdał. Pan profesor nie poszedł za takim prymitywnym odwetem i sprawiedliwie ocenił tego człowieka. Wyszedł z piątką. Tych anegdot było więcej. Zgłasza, że studia były połączone ze służbą wojskową.
Musieli Panowie wyjeżdżać na obozy wojskowe?
Dwa razy w trakcie studiów były miesięczne obozy w Morągu. Oprócz tego raz w tygodniu trzeba się było stawiać na takie przeszkolenie.
Czy kontakt inteligentnej młodzieży z leciwymi oficerami prowadził do konfliktów?
Nie. Dobrze wspominam tych oficerów. Z wyjątkiem pewnego majora. Ze względu na moje umiejętności plastyczne zostałem wyznaczony do zrobienia gazetki. Zawierała ona m.in. karykatury naszych przełożonych. Na jednej z nich narysowałem pana majora jako kowboja, bo on bardzo lubił strzelać. Miał czerwony nos, który wyolbrzymiłem na karykaturze. Tym go dotknąłem, choć nie chciałem. On od tego momentu zaczął na mnie polować i upolował.

W którym momencie?
Kiedy usiadłem na łóżku. Ponieważ w ciągu dnia nie wolno było tego robić. Dostałem za to trzy dni aresztu. To była jego zemsta.
Udzielał się pan społecznie w trakcie studiów?
Byłem związany z ZSP (Zrzeszenie Studentów Polski – przyp. red.). Znakomita organizacja, która i pomagała studentom, i była znakomitą wspólnotą koleżeńską. Pamiętam, że zorganizowaliśmy Międzynarodowy Obóz Studencki w Starych Jabłonkach.
Dorabiał Pan sobie na studiach?
Wyjeżdżałem do Niemiec i pracowałem przy malowaniu pomieszczeń na budowie. To już było po upadku Gomułki, kiedy byłem na ostatnich latach studiów. Wtedy Polska zaczęła się trochę otwierać i można było dostać paszport.
W których miejscach w Warszawie spotykał się Pan ze znajomymi?
Chodziliśmy do Stodoły, która wtedy mieściła się na Nowowiejskiej. Takim głównym klubem były jednak Hybrydy. Pewnie dlatego, że miały bardziej rozbudowaną działalność kulturalną. Czasami jeszcze chodziliśmy do Medyka i Remontu.
---------------------------------------------------------------------------------------------
Przeczytaj pozostałe wywiady z politykami na temat ich czasów studenckich:
- Julia Pitera
- Joanna Mucha
- Janusz Palikot
- Marek Borowski
- Joanna Senyszyn
- Paweł Piskorski
- Ryszard Kalisz
- Adam Hofman
- Nelli Rokita - Arnold cz.1
- Nelli Rokita - Arnold cz.2
- Wojciech Olejniczak
- Eugeniusz Kłopotek
- Elżbieta Radziszewska
- Artur Zawisza
- o. Ksawery Knotz OFMCap
- Elżbieta Dzikowska
Co poza chodzeniem do klubów robili studenci popołudniami na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych?
Jeśli chodzi o kino to najważniejsze były tak zwane konfrontacje. Bardzo ciężko było kupić na nie bilety. Była to jedyna okazja, żeby przyjrzeć się światowemu kinu. Poza tym myślę, że nasze życie pod tym względem tak bardzo nie różniło się od dzisiejszego.
Chodzili Państwo na prywatki?
Spotykaliśmy się w domach, akademikach. Najbardziej huczne prywatki odbywały się w akademikach na Jelonkach.
Który alkohol Państwo pili?
Chyba były te same marki wódki co teraz: Wyborowa, Luksusowa.
A piwo?
Z piwem były kłopoty. Najłatwiej było kupić Piwo Warszawskie. Inne piwo trzeba było jednak zdobywać. Jednym ze źródeł był pociąg, jadący do Budapesztu, gdzie w nocnym wagonie można było kupić bardzo cenione piwo Radeberger. Ponieważ często jeździłem do rodziców do Piotrkowa Trybunalskiego, więc miałem możliwość zdobyć to cenne piwo.
Palił Pan papierosy?
Pierwszego papierosa zapaliłem po egzaminie wstępnym na studia. Zrobiłem to przy ojcu, który niestety to zaakceptował. Potem już przez dwadzieścia pięć lat paliłem. Papierosy były wtedy zazwyczaj podłe. Był to czas Giewontów, Klubowych, Ekstramocnych, Carmenów, choć te akurat były już luksusem i najczęściej nie starczało na nie pieniędzy. Co bardziej zapaleni, a mniej zamożni, palili Sporty. Potem zaprotestowano przeciwko nazwie „sport” dla papierosów, więc zmienioną ją na „Radomskie”. Były robione z najgorszego gatunku tytoniu.
Które z nich najczęściej palili studenci?
Klubowe i Giewonty, które kosztowały 4,60 zł.

To było dużo?
Nie. Wtedy wszyscy mieli pieniądze. Mieszkanie nie kosztowało wiele, benzyna w przeliczeniu na dzisiejsze ceny kosztowała jakieś 80 groszy za litr. Wtedy właściwie wszyscy w Polsce mieli pieniądze, ale nie było towarów.
Kiedy zaczął Pan interesować się historią?
Historia, którą miałem na prawie była wspaniałym przeżyciem, ponieważ mieliśmy cudownych wykładowców. Potem zacząłem studia dziennikarskie oraz pracę w „Życiu Warszawy” i okazało się, że żadne zmiany nie nastąpiły, a dziennikarze bardzo krótko cieszyło się swobodą. I wtedy poszedłem w stronę dziennikarstwa międzynarodowego. Uważałem, że nie można zajmować się wydarzeniami międzynarodowymi, jeżeli nie zna się ich źródeł. Zająłem się historią, ale nie w taki sposób w jaki zrobiłby to historyk. Mnie interesowały mechanizmy władzy w państwie. Była to bardziej politologia niż historia.
Jakie różnice zaobserwował Pan pomiędzy sobą z lat studiów a obecnymi studentami?
Za moich czasów rok wydziału prawa liczył czterystu studentów. W tej chwili to ich około tysiąca ośmiuset. Wydział stał się maszyną do przerabiania młodych ludzi . Poczynając od egzaminów wstępnych. Za moich czasów nie było egzaminów testowych. Był bezpośredni kontakt z profesorem. Teraz wszystkie egzaminy są testowe. Za moich czasów studia prawnicze trwały cztery lata. Zupełnie nie wiem, dlaczego teraz trwają pięć. Wie to zapewne wydział finansowy uniwersytetu.
Pana dzieci też skończyły prawo.
Syn obecnie jest radcą prawnym. Córka po napisaniu pracy magisterskiej, schowała ją głęboko do szuflady i zajęła się historią sztuki.
Doradzał Pan dzieciom, żeby wybrali prawo?
W przypadku córki tak. Ponieważ posiada także zdolności praktyczne. Rozważaliśmy, czy powinna iść na prawo, czy na Akademię Sztuk Pięknych. Uznałem, że po skończeniu prawa zawsze będzie się mogła zająć sztuką, bo będzie miała na to wystarczająco dużo czasu. Natomiast po skończeniu Akademii Sztuk Pięknych nie będzie mogła zająć się prawem. Studia nie uczą, ale mają ukształtować sposób myślenia. Tę fachową, zawodową wiedzę zdobywa się już po ich skończeniu.
Ale czy tylko prawo tego uczy?
Nie tylko. Ale myślę, że na przykład studia historyczne zamykają umysł.
Na co według Pana zamyka historia?
Proszę spojrzeć na nasze książki historyczne i porównać je z tymi wydawanymi na zachodzie. Przyznaję się, że nie udało mi się przeczytać żadnej polskiej książki historycznej od początku do końca. Już na piętnastej stronie jestem znudzony i zagubiony. Autorzy osłaniają się przed atakiem ze strony swoich kolegów. Jest niewielu polskich historyków, którzy potrafią pisać. Bez wątpienia są nimi profesor Janusz Tazbir i profesor Andrzej Garlicki. Za to jest niezliczona ilość tych, którzy nie potrafią.
Teraz minister Kudrycka próbuje zreformować polskie szkolnictwo wyższe? Co Pan by zrobił na jej miejscu?
Przywrócił to, co było. Nie mówię o przywracaniu egzaminów wstępnych, ale o kontakcie studenta z profesorem. Nie wiem, jak jest na innych kierunkach, ale wiem, jak jest na prawie, gdzie przewija się masa ludzi.
Rozmawiała: Izabela Wancerz
Zdjęcia pochodzą ze strony internetowej: www.woloszanski.com