• Zarejestruj się
  • Rejestracja Klienta
  • Logowanie
Napisz post na blogu
O autorze

Płeć

Dziewczyna

Urodzony (-a)

16.02.1988

Mieszkam w

Poznań

Kierunek studiów

Filologia / Pedagogika

Uczelnia

Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Coś ode mnie

"Chłodna, jak chłodny bywa kwiat róży mocno przyciśnięty do ust w lipcowym upale. Różowa z niebieskimi lub złota z zielonymi cieniami, lekka, wyraźna i jasna, szuka zawsze temperatury wyższej, intensywniejszej niźli jej własna. Wśród niej rozjaśnia się, rozpala, rozkwita, nareszcie żarem ulubionym objęta. Trudno ją wymalować, jeszcze trudniej opisać...Choć urocza nieskończenie, nie słońce ani księżyc, ani płomień przypomina, lecz elektryczne oświetlenie. Nie czeka, aż ją poproszą do tańca. Zwraca na siebie uwagę nie tyle może urodą, co energią, wdziękiem, werwą, błyskiem w oku. Bywa też źródłem twórczego niepokoju i od niej wychodzą ciekawe pomysły. "

Posty na blogu - Lipiec 2009

Bajki dla... dorosłych? ;)

Bajki dla... dorosłych? ;)

7 miesięcy temu

Zapraszam na kolejną odsłonę znalezionych "na mieście". kffiatków. Dotychczasowe odkrycia:

W tym odcinku zapraszam do obejrzenia wystawki sklepu TESCO, zawierającej... bajki.


Wśród tytułów znajdziemy między innymi:
  • Dawn of War
  • Conan
  • Settlers IV
  • Fallout 3
  • i inne






Przeczytano 209 razy | 9 Komentarze
TULIP STORY | Epizod 3: "Napierśnik Proroka"

TULIP STORY | Epizod 3: "Napierśnik Proroka"

8 miesięcy temu

Akademik
Tarararararara Tarararararara Tarararara Kwa Kwa Kwa Kwa - Kultowe kaczuchy rozdarły ciszę w pokoju Tulipana.

- H... Haloo? - zaspanym głosem odbiera telefon. - K... mać! Do góry nogami... Halo?
- Tul?
- Robal?! Na Boga, jest niedziela, siódma rano! Czego?!
- Pamiętasz tą niunię z piątku?
- Niu... Jaką niunię? Czy ty nie masz co robić tak wcześnie? Zaraz ci znajdę zajęcie, przysięgam...
- No tą z piątku...
- Jakiego znowu piątku?
- No tego teraz piątku... Blondynka taka...
- Co ty pieprzysz, Robal?!
- No ta blondynka...
- Ta z jakiegoś tam stowarzyszenia ochrony kurczaków, czy coś w tym stylu? Od Józka?
- Tak, tak! Właśnie ta!
- To co z nią? Tylko błagam cię, streść się... Albo nie! Długo gadaj, to będę miał darmowe sekundy do sieci.
- Chcesz łyknąć dwie stówy?
- No jasne! Zawsze!
- Więc... Pamiętasz, jak dała mi wizytówkę? Dzwoniłem do niej, bo chciałem ją zaprosić na jakąś herbatkę...
- Na herbatkę?! Może od razu na rumianek?
- Nie mam rumianku w domu.
- Matko... - załamał się Tulipan.
- Ale słuchaj dalej... Dzwonię do niej i...
Tulipan, przeczuwając, że opowieść Robala będzie długa i nudna jak flaki z olejem, odłożył telefon na poduszkę i poszedł zrobić śniadanie siostrze. W lodówce znalazł mleko. Mleko jest zawsze - w końcu regularnie wykrada je spod drzwi niczego nieświadomych sąsiadów, którzy oburzeni dzwonią z reklamacją do mleczarni. Tak samo zawsze jest światło - żarówki można przecież powykręcać z nieswoich pięter. Gorzej tylko z rachunkami za prąd... W kuchennej szafce znalazł płatki śniadaniowe w kształcie czekoladowych delfinków. Sprawdził datę ważności. Dobre będą...
- Weteranka... - mruknął pod nosem. - Tośkaaa!! Wstawaj!
- Nina!! - krzyknęła dziewczynka spod kołdry.
- Whatever...
W tym momencie Tulipan zdał sobie sprawę, że współlokatora nadal ani śladu. Gdzież on się podział? Podszedł do łóżka i przyłożył do ucha telefon.
- ...no i wtedy ona, kumasz, powiedziała, że...
Robal nadal snuł swój monolog, więc Tulipan postanowił zjeść śniadanie. Wyciągnął Ninę z łóżka i posadził przy stole.
- Buuu... Ja chcę jeszcze spać...
- Nie maż się. Płatki zjesz? One nie są z mięsa... Czekoladowe.
- Mhm.
Spojrzał na zegarek. 10 minut. Robal powinien już pomału kończyć swoją opowieść. Przyłożył telefon do ucha.
- ... a ona zaproponowała, że możemy przyjść w strojach tych kurczaków i ochraniać tą pikietę. Jesteś tam, Tul?
- Jestem, jestem... Ale dlaczego w strojach kurczaków?
- No mówiłem ci przecież, ze ta pikieta, co ona ją organizuje, jest przeciwko maltretowaniu kurczaków przez sieci fast foodów.
- Robal, ale dlaczego mamy ochraniać pikietę w strojach kurczaków?!
- No, że niby w przebraniu. Tak... incoguto.
- Incognito. To mówisz, że dają za to dwie stówy?
- Tak. Wchodzisz w to, stary?
- A co z Tosią?
- Niną!! - ryknęła dziewczynka.
- Niną... - poprawił się Tulipan.
- Nie wiem. Podrzuć ją komuś. To tylko trzy godziny.
- No dobra. Dzięki za cynk.
- Do zobaczenia w południe.

10 minut później
- Halo? - odezwał się głos w słuchawce.
- Prorok?
- Tul? Co ty wyprawiasz, jest siódma trzydzieści!
- Wiem. Sorka, ale mam pilną sprawę.
- Yeeeees?
- Pamiętasz tą moją małą siostrę?
- Tosię?
- Tak. Rodzice podrzucili mi ją na weekend. Jest robota i kasa do zgarnięcia. Nie chcesz się zabawić w nianię przez kilka godzin?
- No w sumie... mogę. A co będę z tego miał?
- Dzięki, stary! Masz u mnie czteropak!
- No problem.
- Podrzucę ci ją o jedenastej. Cya!

11:00, mieszkanie Proroka
- Więc ty jesteś Tosia... Jak ty urosłaś! Pamiętasz mnie jeszcze? - Prorok obejrzał siostrę swojego najlepszego kumpla.
- Jestem Nina. Ni-na.
- Dobrze. Zatem Ni-na, co chcesz robić?
Mieszkanie Proroka - w przeciwieństwie do akademickiego apartamentu Tulipana - przypominało raczej niewielkie muzeum elektroniki. Było tu niemalże wszystko. Jakieś części, dyski, wentylatory, kilka składaków i parę bardziej rozwiniętych technicznie przedmiotów, jak na przykład ten niewielkich rozmiarów netbook stojący na biurku nieopodal nocnej lampki, który przykuł uwagę Niny.
- Masz jakieś fajne gry?
- Fajne... gry... Hmmm... Grałaś kiedyś w "Krasnale 2"? Chodzisz krasnalem albo czarodziejem, zbierasz diamenty i musisz się bronić przed pszczołami i muchomorami, a potem...
- Nuda!
- No to może... A może ściągnąć ci kolorowankę z sieci? Gdzieś tu mam kredki... Kolorowe takie...
- Wujku, proszę cię... Ja mam już sześć i pół roku!
- No to nie wiem... A...
- A co to jest?
- Tosia! Yyy... Nina! Zostaw te kabelki!
- Ale dlaczego?
- Bo to nie są zabawki dla dzieci! Wydrukuję ci kolorowankę...
- Nie jestem dzieckiem. Jestem już duża! - Wzrok Niny spoczął na wąskiej przestrzeni pomiędzy łóżkiem a oknem, z której wykukiwało coś interesującego. Włożyła tam rękę i wyciągnęła biały jedwabny biustonosz.
- A co to jest?
- To jest... To jest... - Prorok nagle poczuł, że po jego owłosionych plecach spływa strużka zimnego potu. - To jest... Napierśnik to jest to, oto co to jest, napierśnik, o!
- Na... co?
- No napierśnik. Na-piersiach się to umieszcza i nosi. Napierśnik.
- I ty to nosisz? - Zapytała podejrzliwie Nina.
- No ja nie, tylko... - wtem Prorok przypomniał sobie, że ma do czynienia z sześciolatką. Nie mógł jej przecież powiedzieć, że chociaż sam za bardzo się nie wychyla, to i tak zalicza najlepsze laski. Psia kość... Że też akurat któraś musiała to tu zostawić... - Tak! Ja! Ja to noszę!!
- A... Dlaczego to nosisz? Przecież ty NIE MASZ PIERSI.
Dlaczego to nosi, dlaczego to nosi... Prorok gorączkowo myślał, ale chyba po raz pierwszy w życiu nic zupełnie nie przychodziło mu do głowy. Zbladł. Nigdy nie dopuszczał do tego, aby kobieta zapędzała go w kozi róg, a ta nie dość, że tego dokonała, to jeszcze miała co najmniej o dekadę mniej, niż jego wszystkie przyjaciółki. Wtem z opresji wyrwał go dźwięk dzwonka.
- Halo? Tulipan? Stary, dzięki Bogu! Wejdź...
Entuzjazm Proroka wydał się Tulipanowi podejrzany, ale postanowił nie drążyć tematu.
- Zgadnij, co się stało...
- No?
- Jacyś idioci zaczęli rzucać jajkami, zjechała się policja i rozpędzili pikietę na cztery strony świata. Chodź, młoda, idziemy.
- Kupisz mi loda? - zapytała Nina.
- Ale... teraz?
- Kup mi loda, bo jak nie, to powiem mamusi, ze widziałam jak całowałeś Robala w siusiaka...
- COO?! - Tulipan był przerażony poczynaniami swojej młodszej siostry. Natomiast Prorok tylko parsknął śmiechem.
- Spójrz, Tuli, taka mała kobieta, a już owinęła sobie ciebie wokół palca...
- Siostra... A co ty masz w ręce? - zdziwił się Tulipan, spoglądając znacząco na swojego przyjaciela.
- Napierśnik Proroka! - odpowiedziała dumnym głosem dziewczynka. - Ale jeszcze nie powiedział mi, dlaczego to nosi.
- Bo dodaje +5 do mądrości i +7 do charyzmy! - wycedził Prorok z nerwowym uśmiechem.
Tulipan roześmiał się szczerze.
- Chodź, młoda. Muszę cię wsadzić w pekaes do domu.
Ruszyli poprzez zakorkowane miejskie ulice - brat i siostra - taszcząc za sobą różową walizkę w słonie.

CDN


-------------------------------------------------------
Poprzednie epizody:-------------------------------------------------------
I tym optymistycznym akcentem żegnam się na jakiś czas, udaję na wakacje i życzę udanych wakacji wszystkim Studenciakom. Ahoy! :D

Przeczytano 269 razy | 11 Komentarze
TULIP STORY | Epizod 2: "Weteranka"

TULIP STORY | Epizod 2: "Weteranka"

8 miesięcy temu

Akademik
Taam na dnieeeeeee zooostał twój ślaaaaaad, głębokooo taaaaam twoooja muzyykaaa we mniee graaa...
[PAC]
Taam na dnieeeeeee zooo...
[PAC]
Taam na...
[PAC PAC PAC]
- Cisza, k...!! - Wrzasnął Tulipan w kierunku swojego telefonu komórkowego. - Kto, do diaska, wymyśla takie idiotyczne dzwonki?!
Otworzył jedno oko i spojrzał na zegarek.
- Dziewiąta trzydzieści... Sobota... O ja pier...... Jak mi łeb pęka!
Przewrócił się na drugi bok z zamiarem oddania swego ciała i umysłu w objęcia Morfeusza, ale nie...
[DING DONG]
...
[DING DONG]
...
[DIIIIIIIIING DONG]
Usiadł na łóżku.
- Kogo tu u diabła znowu niesie? O tej porze?! Czy ludzie nie wiedzą, że jak jest sobota, dziewiąta trzydzieści RANO, to człowiek, który nie pracuje, jak ja, i jest skacowany, jak ja, zazwyczaj wtedy ŚPI?
[DIIIIIIIIIIIIIIIING DONG]
- Idę, idę! Zara!
Wciągnął spodnie, przeczesał palcami czuprynę i koślawym krokiem ruszył w kierunku drzwi swojego akademickiego pokoju. Rozejrzał się przy tym tak wnikliwie, jak tylko pozwalał mu jego skacowany wzrok. Doszedł do wniosku, że współlokatora ani śladu.
- Pewno głupek zabalował i zapomniał kluczy... - mruknął do siebie po chwili... namysłu. - A może coś wygrałem? - Oczami wyobraźni widział już robotników wnoszących do pokoju nowoczesny zestaw kina domowego. - A może mnie zgwałcą?
Podszedł do drzwi, ostrożnie przekręcił klucz, uchylił je i rozejrzał się na boki po odrapanych ścianach korytarza.
- Dziwne... Nikogo nie...
Wtem usłyszał znaczące chrząknięcie poniżej poziomu jego wzroku. Spojrzał...
- Nie! K... Nieee!!
Błyskawicznie zatrzasnął drzwi i oparł się o nie plecami. To, co za nimi zobaczył, przeszło jego najśmielsze oczekiwania tego poranka. Kac ustąpił niemalże natychmiast.
- Czy ja o czymś zapomniałem? - Zaczął się gorączkowo zastanawiać.
- Otwórz te drzwi, bo będę płakać i narobię ci wstydu! - Wypiszczał cienki głosik zza drzwi.
Tulipan zebrał w sobie wszystkie studenckie siły i postanowił dzielnie stawić czoła sytuacji. Chwycił za klamkę, szarpnął ją i, siląc się na najbardziej szczery uśmiech, na jaki w tym momencie było go stać, krzyknął:
- Tosia!!
Za drzwiami, na różowej walizce w słonie, siedziała drobna dziewczynka o pyzatej, lekko zarumienionej buzi i jasnych, lokowanych włosach. Wpatrywała się w Tulipana mocno rozgniewaną miną, co w porównaniu z faktem, że była jeszcze małym dzieckiem, doprowadzało go do stanu rozbawienia.
- Nie mów do mnie "Tosia"! Jestem Nina. Powtórz "Ni-na".
- Dobrze, już dobrze... Nina... To... Może wejdziesz? Nina? - Otworzył szeroko drzwi, po czym mruknął do siebie - Antonina... Też cię rodzice urządzili z tym imieniem... Że niby po dziadku...
- Mówiłeś coś? - Nina zeskoczyła z walizki, po czym wciągnęła ją do pomieszczenia.
- Nie, nic...
- Miałeś po mnie wyjść na dworzec autobusowy, pamiętasz?
Tulipan zrobił wielkie oczy.
- O dziewiątej... Ech... Nie pamiętasz... Mama kazała ci po mnie wyjść. Miałam przyjechać na weekend.
Teraz sobie przypomniał, o zgrozo. Miał odebrać Tosię z dworca o dziewiątej. Jak matka się o tym dowie... Zmusiła go, żeby wziął siostrę na weekend do akademika, bo chcą z ojcem przemeblować jej pokój. I co on z nią zrobi przez dwa dni?
- Jak się tu dostałaś? - Zapytał nieco zaskoczony.
- Spytałam o drogę. - Odpowiedziała. - Taka miła pani na dworcu powiedziała, że mam wsiąść w tramwaj numer czternaście i wysiąść na czwartym przystanku. Do czterech liczyć umiem. Ale tu burdel... - Powiedziała, potykając się o jakieś kapcie. - Jestem głodna... Masz lody?
- Nie.
- Frytki?
- Nie.
- Ciastko?
- Nie.
- To co masz?
- Mogę ci... usmażyć jajecznicę, chcesz?
- Ech... Może być. Pójdziemy do ZOO?
- Do... ZOO? - Kucnął obok siostry. - No dobra, możemy pójść do ZOO.
- To supcio! - Uśmiechnęła się.

2 godziny później, ZOO
- ZOO? Dlaczego chciałeś się spotkać w ZOO? - Zapytał Robal bez żadnego powitania.
- To jest moja siostra, Tosia. - Odpowiedział Tulipan.
- Nina. - Poprawiła go dziewczynka.
- Nina...
- Rozumiem... - Powiedział Robal z szyderczym uśmiechem. - Czyli zostałeś niańką?
- Nie wygłupiaj się. Przyjechała do kochającego brata na weekend, nie można? - Oburzył się Tulipan.
- Można, można... - Rechotał Robal. - Więc jesteś Nina, tak? A ile ty właściwie masz lat?
- No ja mam już sześć i pół. - Odpowiedziała z dumą Nina.
- Tulipan niańką! Ha ha ha! - Robal nie mógł opanować śmiechu. - Wyobrażasz sobie, jak byśmy spotkali Gośkę?
- Trzymaj zęby na baczność jak do mnie mówisz, Robal, a nie co drugi wystąp. To... Nina! Chcesz loda? Wybierz sobie. - Wcisnął jej w rękę piątaka. - Tylko resztę przynieś!
Spojrzał na Robala.
- Mała dostała od starych niezłą kasę na wyjazd. Oczywiście w kopercie - dla mnie.

10 minut później, przed klatką z tygrysami.
- Nie wydaje ci się, Robal, że wyglądamy jak para pedałów z dzieckiem? - Szepnął Tulipan. - Spójrz! Rzucają tygrysom jakieś dobre mięcho! Kiedy ja ostatni raz jadłem schabowego...
- Chów przemysłowy śmierdzi. - Nina przyłączyła się do rozmowy.
- COO?! - Tulipan i Robal spojrzeli na siebie.
- No... Ciocia Majka tak mówi. - Ciągnęła dalej dziewczynka. - Nie wiem dokładnie, co to znaczy, ale ciocia mówi, że nie wolno jeść mięsa, bo się jest od tego chorym. Tygrys też będzie chory. Ciocia wie, co mówi, bo jest weteranką!
- Kim?!
- No... Weteranką. Nie je mięsa. Ja też nie będę jeść mięsa i będę weteranką!
- Wegetarianką. - Poprawił siostrę Tulipan. - Nie możesz nie jeść mięsa, jesteś za mała.
- Ja już jestem duża! - Oburzyła się Nina. - Mam sześć i pół roku i mogę być weteranką!
- Wegetarianką.
- Dziadek też mówi, że jest weteranem. To dziadek też nie je mięsa?
- Tosia! Nina! Whatever... - Tulipan zaczął tracić cierpliwość. - Mięsa nie jedzą WEGETARIANIE, a nie weterani. Poza tym, młoda damo, zjadłaś dzisiaj jajecznicę.
- Ale jajka to nie mięsko.
- A mały, żółciutki kurczaczek to mięsko?
- Tak.
- A myślisz, że skąd się biorą małe, żółciutkie kurczaczki?
- Z... Jajek... - Oczy Niny zaszły łzami. - Zjadłam... kurczaczka... Ueeeeee ueee......
- No już dobrze... Nie płacz! - Przestraszył się Tulipan. - To były takie... specjalne jajka... Tylko na jajecznicę, prawda, Robal?
- Ale jak specjalne?
- Robal!!
- A..... Tak, tak! Takie specjalne.
- Takie tylko na jajecznicę. - Kontynuował Tulipan. - Bez kurczaczka w środku... Czaisz?
- To... Mogę być weteranką? - uśmiechnęła się dziewczynka.
- Tak. - Poddał się Tulipan. - Możesz być... weteranką.

CDN


-------------------------------------------------------
Poprzednie epizody:
koshufka

koshufka

8 miesięcy temu

Cobyście o nas nie zapomnieli...
w roli modela: koshu























i my:

















i ja:
fot. koshu

Przeczytano 145 razy | 8 Komentarze