Płeć
Urodzony (-a)
03.12.1985Mieszkam w
WarszawaKierunek studiów
Socjologia / Nauki społeczneUczelnia
Wyższa Szkoła Finansów i Zarządzania w WarszawieCoś ode mnie
Nie umiem znaleźć dystansu.. Nie mogę być jednocześnie twórcą i tworzywem..Posty na blogu - Luty 2010
Na kolana, psie!
6 miesięcy temuDo napisania tego posta skłonił mnie ten artykuł.
Przyznam szczerze: dla mnie to powinna być afera i to sporego kalibru. A jeśli jeszcze nie została rozkręcona dokładnie, to mam nadzieję, że tak się szybko stanie. Uważam tę reklamę za bardzo oburzającą i kompletnie nie przekonują mnie słowa twórców, że to tylko zabawa. Takiej bzdury nie słyszałam od.. Hmm.. Kiedy jacyś politycy ostatnio lecieli w telewizorni?
Dlaczego czuję się tak bardzo oburzona? Ano ponieważ nie identyfikuję się z całym tym jeżdżeniem po policji czy straży miejskiej jak po łysej kobyle. Kompletnie nie rozumiem tego całego "JP100%".
Ale może zanurzmy się nieco głębiej w temat. O co chodzi z tą całą nienawiścią do szeroko rozumianych stróżów prawa? Czy chodzi może o to, że ktoś został na czymś złapany i musiał ponieść konsekwencje? Czy może chodzi o jakieś niesłuszne oskarżenia? A może o coś jeszcze innego? Jak sądzicie?Odnoszę wrażenie, iż ostatnimi czasy ta cała nienawiść zaczyna rosnąć w siłę. Kilka dni temu został zadźgany nożem policjant, który zwrócił uwagę dwóm gnojkom rzucającym śmietnikiem w tramwaj. I co się zaczyna dziać? Kolesie morderców planują zrzutkę na prawnika, bo choć sami wiedzą, że kolesie się nie wybronią, ale może zmieni się kwalifikacja czynów. Pojawiły się też głosy poparcia dla morderców. Wybaczcie, ale dla mnie to jest czyste *tu wstaw odpowiedni epitet*.
Co ciekawe, smutne i przerażające zarazem coraz więcej słyszy się o nastolatkach, którzy mordują, napadają, gwałcą. Do tego ta eskalacja nienawiści.. A może te dwa problemy łączą się? Jak dla mnie - ewidentnie.
Nie będę się tutaj rozwodzić nad samą w sobie agresją u nastolatków i młodzieży, bo to temat na osobnego posta. Natomiast ciekawi mnie ten problem i Wasze opinie na temat tego, dlaczego tak się dzieje, że policjant jest uważany za najgorszego idiotę, gamonia i wroga? Oczywiście, rozumiem, że zawsze się trafi jakaś gnida- ale tak jest wszędzie. Tylko panie z mięsnego nie są opluwane na każdym rogu (chociaż kiedyś były) - chyba, ale to policjantom dostaje się najbardziej. Przynajmniej w moim mniemaniu.
Zapraszam do dyskusji.
zdjęcie tytułowe: internet
Zróbmy sobie komisję śledczą!
6 miesięcy temuZ coraz większym niepokojem i przerażeniem czytam i słucham informacji na temat komisji śledczych.
Było ich już tak wiele, że sama nie wiem co jest aktualne, a co nie. Afera goni aferę, a posłowie z niestrudzonym zapałem ( i coraz pełniejszymi portfelami) żądają powoływania nowych komisji śledczych.
Co ciekawe, komisje śledcze są dość nowym wynalazkiem. Ustanowiono je dopiero w roku 1999. I dziwnym trafem jakoś wcześniej państwo egzystowało bez nich. Hmm..
Ponadto komisja śledcza ma nadane uprawnienia prokuratorskie. Hmm.. Czyli, że niby mamy 2 prokuratury?
Obserwując kolejne przepychanki przy korycie, kolejne wrzaski i fochy na poziomie bezstresowo wychowywanego pięciolatka zastanawiam się czy to nasz naród jest głupi, czy też może robią z nas idiotów? Oczywistą oczywistością jest to, że czarne jest czarne a białe jest białe mówiąc językiem parlamentarnym (dosłownie), ale zastanawiam się nad sensem tego wszystkiego. Wiem, wiem, Kazik Staszewski udowadniał już jakiś czas temu, że nie ma sensu kupować kredensu. Tylko, że tak zdrowy chłopski rozum..
Mamy prokuraturę?
No mamy.
Mamy sądy, sędziów i tak dalej?
No mamy..
To po jaką cholerę nam to wszystko?!
Jak nie wiadomo o co chodzi, to zapewne chodzi o pieniądze. I oczywiście posłowie na komisjach śledczych zarabiają. Jak mniemam całkiem niezłe sumki. Bo gdyby to była praca charytatywna, to czy było by tylu chętnych do roboty? Przypuszczam, że wątpię.
Pomijam oczywiste minusy tej zabawy, takie jak: przeżeranie kasy, fundowanie sobie celiny (cellulitu) na dupskach od siedzenia na tych stołkach, zabieranie czasu antenowego i irytowanie wszystkich. Czy psim obowiązkiem pana posła, tudzież pani posłanki nie jest fundowanie sobie celiny gdzie indziej? Mam na myśli salę obrad (wiecie, taka fajna. Duża, ma zielone siedzonka i sporo boazerii). Czy całe to radosne towarzystwo do spraw przewalania kasy podatników nie powinno zająć się tym, za co płaci im się ciężkie pieniądze? Czy stać nas na utrzymywanie tego wszystkiego? A może od razu zlikwidujmy w cholerę instytucję prokuratury? Bo po co utrzymywać tych darmozjadów prokuratorów, skoro Pierdolnik na Wiejskiej (mówiąc językiem damy) tak fantastycznie sobie radzi? Urządźmy ekstra płatne obrady nocne i puśćmy to w mediach publicznych jako program rozrywkowy pt "Wiejska by night. Całkowicie bez cenzury oraz skarpetek ze ściągaczami!". A może pójdźmy dalej? Dajmy posłom własny kanał telewizoryjny! Tak, aby mogli wdzięczyć się cała dobę.

Zastanawiam się w jakim kierunku to zmierza.. Jaka będzie następna komisja śledcza? D/s dłubania w nosie? Noszenia zielonych skarpetek tylko we wtorki? Czy noszenia stringów w panterkę na lewą stronę? Jak długo (p)osły będą się dalej chciały bawić w tej kuwecie, której większość z nas chyba już kompletnie nie ogarnia?
Oczywiście post oraz moje zdanie na ten temat jest całkowicie subiektywne, dlatego pragnę zapytać o to, co Wy o tym wszystkim sądzicie? Czy może istnieją jakieś plusy komisji śledczych? Albo jakie są Wasze typy następnych dochodzeń?
zdjęcia: internet Przeczytano 298 razy | 14 Komentarze
"Papryka, sex i rock'n'roll" czyli czy Węgry tylko leczem stoją?
6 miesięcy temu"A było tak dobrze, póki się nie zjawił.." - tymi słowami zaczyna się trailer (poniekąd bardzo udany) filmu "Papryka, sex i rock'n'roll". A jak to stwierdzenie ma się do całego filmu?
Cóż, źle nie było, wybitnie lepiej (po fakcie) też nie jest.
Oto mamy powracającego z Hameryki Mikiego. Jest kolorowy (wręcz oczoje.. no, bardzo kolorowy). Posiada zapaliczkę z Elvisem, flachę Daniel'sa i koszulę w palemki. Do tego portki z cekinami, czerwone buciki i 5kg brylantyny na swej fali Dunaju (mniej więcej tak wygląda jego fryz). Ma świetny akcent i okulary z ciemnymi szkiełkami. Drogie Panie! Nie mdlejcie!
Miki jest luźny niczym 3 dawki pavulonu i posiada szałową kolekcję winyli. Za to matka natura zapomniała mu przydzielić odrobiny instynktu samozachowawczego. Ale nic to!
Oto nasz biedny bohater musi wrócić z kolorowej i modnej Piątej Alei do szarej, burej i ponurej rzeczywistości Budapesztu lat sześćdziesiątych. Nie ma już bekonu, jest boczek (którego w zasadzie też nie ma), wolność i swoboda padła niczym szał na disco z pola, a wkoło panują same nakazy i zakazy.
Ale Miki jest dzielny (i zmanierowany). Nie poddaje się. W końcu nastały czasy rock'n'rolla. Chociaż jego piosenki o ważeniu soli powodują zadzieranie kiecek u dziewczyn, palpitację serca u okolicznych stróżów prawa i dezaprobatę rodziców, Miki nie da sobie w brylantynę dmuchać! Nie dość, że dostaje wilczy bilet na basen, to jeszcze wlepiają mu nakaz udziału w okolicznym konkursie talentów w raz z zespołem rodem z imperium gamoni. Ale czym to jest w porównaniu z jego boskim krawacikiem dzierganym na szydełku i porteczkami w kancik?
Czy nasz manieryczny Miki sobie poradzi i nie straci wszystkich zębów? Czy ta co trzeba też zadrze kieckę? Tego niestety, Wam nie zdradzę.
Czy warto obejrzeć ten film?
Nie wiem czy warto. Owszem, można ale nie koniecznie trzeba. Chociaż ogląda się go całkiem nieźle, jest wiele sympatycznych wątków, dziki bounce nie razi, seks i majty nie oślepiają ilością, to jednak czegoś w tym filmie brakuje..
Jednakowoż te braki starają się być nadrobione wieloma informacjami. Zaliczyć do nich możemy: panowie w wieku średnim na noc zakładają na głowy jakiś dziwny wynalazek wyglądający jak kawałek kabaretek, panie śpią tylko i wyłącznie w seksownych haleczkach i potrafią przechodzić przez zasunięte rolety (spooky). Do tego jeśli gasić fortepian, to tylko moczem (dopiero po skończonym wyciu serenady do cudzego okna), a najlepiej gra się na.. gałęzi i szufli o bardzo dziwnej konstrukcji (podejrzewam, że im dziwniejsza konstrukcja, tym się lepiej gra), ostry seks oznacza piłę i kombinerki (nie pytajcie..), a pierścionki i perły najlepiej przemycać we włosach.
Czy jeszcze wrócę do tego filmu? Nie sądzę. Owszem, jest pozytywny, lekki, łatwy i przyjemny, ale nie aż tak ujmujący aby odpalać go częściej niż raz na bardzo długi czas.
Zdecydowanie wolę leczo..
Oto nasz boski Miki

Johnny Bravo, to przy nim przeciętniak!
A tu trailer:
zdjęcia: internet
Przeczytano 429 razy | 5 Komentarze
"Doskonałe popołudnie" doskonałym filmem na popołudnie
6 miesięcy temuZ racji kłopotów z transferem zaczęłam przekopywać się przez moją skromną kolekcję DVD. I tym sposobem wpadł mi w moje kocie łapy film "Doskonałe popołudnie". Musiał swoje odleżeć i jak widać przyszła na niego pora.
Film opowiada o kilkudniowych perypetiach i przygotowaniach do ślubu pary narzeczonych: Ani i Mikołaja. Do tego mamy ich przyjaciela i wspólnika Krzyśka (wraz z córką Julką), pana kamerzystę (o nim później), oraz obustronnych przyszłych teściów.
Wszyscy mają inne nadzieje związane ze ślubem.
Ania i Mikołaj liczą na kasę od jej rodziców, aby rozkręcić swoje wydawnictwo Chaos kontrolowany, które do tej pory wydało tylko jedną książkę - "100 tysięcy jednakowych miast" Leszka Żukowskiego, która rozeszła się w 500 egzemplarzach. A maszynopisy, które dostają nadają się tylko i wyłącznie na podpałkę. Do tego pewien upierdliwy maturzysta ciągle wydzwania, czy przeczytali już jego wypociny. Nie, nie przeczytali. Turlaj się koleś!
Rodzice Mikołaja, którzy nie rozmawiali ze sobą przez 12 lat nagle okazują się być w pewien sposób skazani na siebie. Z kolei rodzice Ani wierzą w kiełbasę i że nowa Skoda to jest to, czego młodzi potrzebują. No, poza pracą w masarni. Bo co oni po tej polonistyce.. Za pół darmo cudze dzieci uczą..
Krzysiek liczy na to, że kasa na wydawnictwo się jakoś znajdzie (czytaj wyłożą ją rodzice Ani). Inaczej będzie emigrował po raz 11.
Pan kamerzysta sam się wkopał i musi przystroić dom państwa młodych, oraz zrobić najlepsze video ślubne w historii..
Wszystko fajnie, ale o co jest takiego doskonałego w "Doskonałym popołudniu"?
Moim zdaniem w sposób doskonały został opisany i konflikt pokoleń i stan naszej gospodarki, oraz realia w jakich przyszło nam żyć.
Jeden z bohaterów twierdzi, że Polska to kraj, w którym już lepiej nie będzie, że trzeba uciekać. Skoro w 40 milionowym kraju sprzedaje się 500 egzemplarzy książki, a ludzie pracują za 600 złotych, to jedyne co można zrobić dla siebie to zwiać. I zwiewał. 10 razy. Ale w końcu pada pytanie: To dlaczego za każdym razem wracałeś?
Kolejny bohater twierdzi, że tu się urodził i tu chce umrzeć. Że nie po to nasi rodzice walczyli o nową Polskę, aby teraz usiąść i płakać.
W tej produkcji wątki patriotyzmu i obecnych realiów pojawiają się w bardzo wielu momentach. Raz jest śmieszno, raz bardzo, bardzo gorzko. Chociaż nie razi to w oczy, ani nie wydaje się być wciskane na siłę. Akcja osadzona jest w pokazanych w bardzo ponury sposób Gliwicach, co doskonale łączy się z treścią. Film był reklamowany jako obyczajowy i komedia w jednym. Ja bym obstawiała jednak obyczajowy, może z lekkim zabarwieniem dramatycznym.
W kwestii gry aktorskiej nie ma się do czego przyczepić. Jest wspaniały jak zwykle Jerzy Stuhr. Ale na większą uwagę zasługują młodzi aktorzy grający w tym filmie - w szczególności Krzysztof Czeczot (brawa za świetną rolę!) i Piotr Rogucki ( w roli kamerzysty). Odegrane przez nich postacie są ciekawe i naturalne - nie zachowują się jak (płaska) zupa w jednej z reklam.
Dlaczego warto sięgnąć po ten film?
Przede wszystkim dlatego, że warto na chwilę się zatrzymać i zastanowić nad sobą, nad światem, nad tym krajem. Pomyśleć nad stanem czytelnictwa, czy który supermarket płaci więcej pracownikom (o ironio..).

Na pewno warto też zobaczyć go dla Roguckiego. Zazwyczaj kojarzymy go jako charyzmatycznego wokalistę i lidera Comy, a tu pojawia się zupełnie inny aspekt jego kariery czy szeroko rozumianej pracy scenicznej (wszak Rogucki aktorem dyplomowanym jest).
Zdecydowanie jest to jeden z lepszych filmów, które spłodziła rodzima kinematografia przez ostatnie kilka lat i nawet udział TVP w produkcji nie dał rady spaprać sprawy.
Obejrzenie tego filmu będzie zdecydowanie dobrze zainwestowanym czasem.
zdjęcia: internet Przeczytano 503 razy | 24 Komentarze
Czyżby Ciemnogród szlag trafiał?
6 miesięcy temuZaczynają dziać się rzeczy dziwne i nieprawdopodobne, a jednak długo oczekiwane w tym kraju. Co mianowicie? Ciemnogród i głupota powoli odchodzą w zapomnienie niczym PGR i czerwony goździk na 8 marca. Wiem, że brzmi to zbyt pięknie aby było prawdziwie, ale jednak! Dzieje się!
Jakiś czas temu gazety i portale ogłosiły szumnie "koniec dyktatury kościelnej". Brzmi wspaniale, ale dlaczego? Otóż Pani Alicja Tysiąc wygrała w Strasburgu z "Gościem Niedzielnym". O co poszło? O nazwanie Pani Tysiąc (pisząc ogólnikowo) morderczynią i zbrodniarką.
Osoba, której odmówiono prawa do aborcji, mimo że istniały ku temu przesłanki zdrowotne - tak więc mieszczące się w ustawie jest przedstawiana jako zło najczystsze i niemechate. Próbując dociec swoich praw i później odszkodowania pani ta została opluta przez przedstawicieli kościoła katolickiego. Nie twierdzę, że przez cały kościół, bo nie było by to zgodne z prawdą. Ale niestety, po raz kolejny pokazano zasadę miłości bliźniego i rozumienia. Cały czas zastanawiam się jak religia przedstawiająca w swych założeniach miłość, akceptację i wybaczenie może być tak wypaczana..? Dlaczego wiara w tej chwili przypomina bardziej walkę w klatce a nie coś osobistego, prywatnego? Dlaczego kościół wtrynia swój haczykowaty nos we wszystko co możliwe? Absolutnie się nie zgadzam z głosami, że kościół ma prawo to robić. Bo skoro ma prawo, to przy okazji nie ma prawa mieć pretensji, że inni robią to samo w stosunku do niego.
Ale odbiegłam nieco od tematu. W każdym razie, Pani Tysiąc ma dostać odszkodowanie i przeprosiny. Moim zdaniem, jest to bardzo dobry wynik walki sądowej. Szkoda tylko, że nasze ojczyźniane sądy nie potrafiły wydać takiego wyroku.
Ciesz się też z tego, iż w końcu pokazano, że nie można opluwać człowieka, za podjętą decyzję, która jest zgodna z prawem i zapewne własnym sumieniem. Bo jednak z wychowaniem dziecka będąc na rencie ta pani zostaje sama i jakoś musi sobie z tym wszystkim poradzić.
Kolejny przykład na zanikanie Ciemnogrodu: niedawno sąd wydał wyrok na panią, która nazywała swojego sąsiada notorycznie "pedałem", oraz zwrotem "pedał sobie pedała sprowadził". Również ten wyrok bardzo mnie cieszy, ponieważ podobnie jak w przypadku pani Tysiąc pokazano, że pewne granice obowiązują i należy ich przestrzegać czy komuś się to podoba czy nie. Nie do końca zgadzam się z wyrokiem *suma odszkodowania*, ale rozumiem jego uzasadnienie. Może następnym razem ktoś się mocno dziabnie w jęzor zanim zacznie nim chlapać bzdury. Bo mimo tego, że zawartość garów sąsiada zawsze jest ciekawsza od naszej własnej, to może jednak nie powinno się jej komentować? Ostatecznie nikt niczyim materacem nie jest.
Ostatnim znakiem ucieczki Ciemnogrodu jest wyrok w sprawie seksafery.
Chociaż jak dowodził pan Lepper, wybitny mąż stanu, Poseł na Sejm, a nawet jego wicemarszałek (sic!) prostytutki zgwałcić się nie da, okazało się, że jednak pan Lepper ma sporo za pazurami. Na spółkę z panem Łyżwińskim. Niedawno dostali po wyroku- dowódca zarobił 2lata i 3 miesiące, a jego dzielny druh 5 lat bezwzględnego wyroku.
Zapewne każdy z Was mniej lub bardziej orientuje się o co tam chodziło, więc nie będę rozwodzić się nad treścią i przebiegiem afery.
Być może wyrok jest surowy (dura lex, sed lex), ale to bardzo dobrze. Dlaczego? Bo pokazuje, że nie można nadużywać swojej władzy, pozycji i robić komuś krzywdę według własnego widzimisię.
To, że ktoś ma coś z rycerza- czyli zakuty łeb, nie obliguje go do rumakowania świńskim truchtem przez zasady moralne.
Szczerze podziwiam wszystkie osoby, które miały w sobie tyle siły i odwagi, aby walczyć o swoje prawa i dobre imię.
Jak wiadomo, walka o swoje w tym kraju przypomina raczej wojnę o brokat w szkolnym kiblu podczas gimnazjalnej potańcówki, niż coś co jest oczywiste i normalne, oraz zgodne z obowiązującym prawem. Dlatego powiedzenie głośno "Nie! Nie dam się zrównać z ziemią!" jest nadal sporym wyczynem a nie (jak to ktoś prawie mądrze powiedział) oczywistą oczywistością.
Niemniej jednak te wyroki pokazały, że można, że trzeba i że warto, a prawo jest po stronie pokrzywdzonego a nie jego oprawcy.
Mam niestety świadomość, że jeden pidżon końca Ciemnogrodu nie czyni, ale jest światełko w tunelu. I chyba czasem warto nie słuchać się Osła twierdzącego, coby nie iść w stronę światła.
zdjęcie tytułowe: internet
Nie bądź wiśnia, odstąp procenta
6 miesięcy temuJakiś czas temu ktoś z Was pytał czy znamy może jakąś fundację, na którą warto przekazać jeden procent swojego podatku. Dlatego zostałam poproszona o napisanie tego posta. Być może ktoś z Was będzie zainteresowany wkurzeniem pani biurwy i kazaniem jej wpisywać dodatkowe numerki i robić kolejne przelewy:P
Z racji tego, że możemy zrobić politykom i całemu światu na złość zachęcam Was do przekazywania tych pieniążków. Wiadomo, że suma nie jest duża - ale przy leczeniu każdy grosz się liczy.
Zostałam poproszona o puszczenie w Świat informacji na temat Pani Małgorzaty, która jest chora na białaczkę już od kilku lat. Walczy dzielnie, ale niestety nie samą walką da się człowieka uleczyć. Jak wiadomo, nasz NFZ jest równie chory co pacjenci dlatego niestety na rehabilitacje i leki trzeba zbierać fundusze znacznej części samodzielnie i prosić o wsparcie Ludzi Dobrej Woli. I właśnie tak jest w przypadku Pani Małgosi.
Więc jeśli nie wiesz na kogo przekazać swój 1%, o zachęcam do przekazania ich właśnie na Panią Małgosię oraz wspierającą ją fundację "Przeciwko Leukemii" im. Agaty Mróz - Olszewskiej.
Nie jest to tzw "firma krzak", wiec możecie być spokojni o to, że pieniądze dotrą tam gdzie potrzeba i nie zostaną zdefraudowane.
Jak pomóc?
Są dwa sposoby. Jeden to właśnie wpisanie w PITa numeru KRS Fundacji ( KRS 0000151978), bądź przelanie pieniążków bezpośrednio na konto:
PEKAO S.A. VII Oddz. W Warszawie
nr rach. 47 1240 1109 1111 0000 0516 5182
z dopiskiem: "pomoc dla Małgorzaty Małachowskiej".
Oczywiście, nikt nikogo do niczego nie zmusza, po prostu podaję informację na tak zwane w razie wu, może ktoś będzie miał wolnego procenta?
Przy okazji zachęcam do dyskusji: co myślicie o przekazywaniu tego 1%? Czy według Was powinna być ta suma zwiększona, zmniejszona? A może w ogóle nie ma sensu pozbywać się tych paru groszy? Czy też może oddawanie 1% powinno być obowiązkowe?
Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
zdjęcie tytułowe: internet