Płeć
Urodzony (-a)
01.11.1984Mieszkam w
KatowiceKierunek studiów
Prawo / AdministracjaUczelnia
Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawla IIPosty na blogu
Wspomnienia (byłego) studenta - STANCJA
6 miesięcy temuPięć lat minęło....jak jeden dzień ;) W zasadzie to minęło w czerwcu kiedy się obroniłam, ale teraz tak jakoś naszły mnie wspomnienia... Na początek trochę o stancjach, zmorze zamiejscowych studentów ;)
Stancja nr 1
Czas zamieszkiwania: 9 miesięcy (jak ja tam tyle wytrzymałam..?)
Położenie od uczelni: ok. 2,5 km
Właściciele:
--On : szczupły, dość wysoki, spokojny, ogólnie spoko facet
--Ona: nie za chuda, niewysoka, choleryczka, tak ogólnie baba 'kopnij nie wracaj'
Kuchnia (a raczej jej brak)
Moja jedyna stancja, na której nie miałam dostępu do kuchni. Fakt faktem, podjęłyśmy z koleżanką próbyumieszczenia naszych serków i jogurtów w lodówce właścicieli, ale ponieważ nie chciało nam się za każdym razem prosić i pytać tego babsztyla (gospodyni) oraz oglądać jej głupich min, dałyśmy sobie spokój... i tak serki i jogurty wylądowały w worku za oknem - worek był przytrzaśnięty i przywiązany do klamki od wewnątrz żeby nam nasz nabiał nie spadł. W lecie oczywiście trzeba było zrezygnowac z takich luksusów ;)Gotowanie natomiast odbywało się na grzałce na prąd, którą miałyśmy aż jedną na nas obie :P tak więc w tygodniu zapisałam się na uczelniane obiady (przynajmniej jeszcze wtedy tanie były :))
Grenlandia (no, prawie)
październik: jeszcze w miarę
listopad:
ja: kiedy państwo zaczniecie palić w piecu..?
baba: no przecież niech pani zobaczy, na dworze 9 stopni, to co ja palić będę?
ja: o ku...wa (w myślach)
grudzień - luty:
ranek: 'ja pie...dole ale zimno'
późny ranek: 'dobra trzeba jakoś wyjść spod tej kołdry bo na zajęcia się spóźnie'
popołudnie: 'kiedy do cholery oni wrócą i żeby zapalić w tym cholernym piecu?'
późne popołudnie: 'jutro kolokwium a ja kurde kartki przerzucić w książce nie moge bo mi ręce zesztywniały!'
dosyć kurde tego!!!............tup tup tup tup (bieg w miejscu) ; raz-dwa-trzy-cztery…..trzydzieści (przysiady) ; raz…..ufff dwadzieścia (brzuszki) ; bach! bach! bach! (podskoki w miejscu na obu nogach)…dobra, jestem rozgrzana, można kuć!.....
puk puk puk.
- prosze!
- czemu nam sie cały sufit trzęsie..!!??
- bo tak tu zimno, że musze sobie robić codziennie rozgrzewkę bo państwo tylko czasem wieczorem troche zapalą w tym piecu!
- aa to już zapalam, już...
W końcu wymusiłysmy z koleżanką na gospodarzach, żebyśmy mogły same w tym piecu palić......ale kurde nie udało nam się ani razu, chociaż niby wiedziałysmy jak :PPewnego dnia z desperacji wziełysmy marker, narysowałyśmy na drewnie to babe, to jednego z wykładowców, wzięłysmy siekierke i trach! trach! trach!
nazajutrz: puk puk puk.
- prosze!
- kiedy wyście dziewczyny tyle tego drewna narąbały....?
Wanna
Nie ma to jak porządna kąpiel po dniu zajęć! odkręcam kurek...hmm cienki strumyczek letniej wody, zanim to draństwo się zapełni, to godzina minie. chlup chlup chlup, kilka czajników wrzątku (tak, czajnik elektryczny miałyśmy na szczęście ;) jeszcze z 20 min i wanna do 2/3 pełna :)
dobra, koniec tego dobrego trzeba wstać z tej kąpieli spuszczamy wodę i....kurde gdzie są moje kapcie…?
PUK PUK PUK!
- eee...tak...?
- co tam się dzieje? otwórz szybko! (gospodarz)
- eee... nie wiem, nie mogę teraz otworzyć!
- musisz! otwierać!
- eee.. musze się ubrać! (..a szlafrok gdzie..?)
- nie musisz, otwieraj! (..gdzie są te kapcie..? o, odpłynęły pod drzwi, świetnie! eeee.. odpłynęły…??!!)
- no co jest? wyjdź, musze się tam dostać! zalało nas!!
- już zaraz wychodzę! (rany moje kapcie utonęły!)
Co się okazało: przepływ był czymś zapchany i wylazło bokiem (to te stare obudowane wanny sprzed 50 lat). Oczywiście wszystkie psy najpierw wieszali na mnie, że to przeze mnie ich zalało. Ale potem gospodarz przyznał że to oni zaniedbali. Baba do końca pobytu twierdziła, ze co złego to ja i koleżanka z pokoju obok. A gospodarz pare później jak baba wyjechała zaprosił nas na winko domowej roboty ]:->
Stancja nr 2
Czas zamieszkiwania: 3 miesiące
Położenie od uczelni: ok. 3 km
Właściciele:
--On: niewysoki, lekka nadwaga, dziwkarz
--Ona: wysoka, chuda jak patyk, owłosiony babochłop (miałam wątpliwości kto tak naprawdę był facetem w tym związku)
Odgłosy z półpiętra
Dzień czy dwa przed jakimś zaliczeniem zeszłam sobie piętro niżej do kuchni poczytać co nieco, bo tam było cieplej, akurat pusto i dlatego też, że jedna z moich współlokatorek czytała szybciej i lubiła potem konsultować się ze mną i drugą współlokatorką, co obu nam przeszkadzało, więc ja wybyłam do kuchni, a koleżanka do suszarni na pranie.I tak siedząc sobie w kuchni usłyszałam kwilenie dziecka. ''Taa, pewnie zatrzasnęła się bramka na dole i maluch nie może się dostać do rodziców'' (myślę sobie). Zamykana bramka była na samym dole przy schodach, żeby dzieciaki (3 i 5 lat o ile dobrze pamiętam) nie wymykały się do nas i nie robiły psikusów (jak np. zamknięcie koleżanek w pokoju zewnętrznym zamkiem przesuwnym albo wpuszczenie do mojej wody mineralnej pudełka miętowych drażetek). No i pewnie mały jakoś się przedostał przez bramkę ale z powrotem ma problem bo się zatrzasnęła. ''Dobra, trzeba zejść, bo gospodyni chyba głucha albo olała sprawę jak zwykle''. Schodzę, a przy bramce pusto. Hmm…a kwilenie dalej. Idę na górę, kwilenie z dołu, schodzę na dół kwilenie z góry. Chyba mam omamy. ''To pewnie przez te wkuwanie głupiej konstytucj''. Wchodzę do kuchni z powrotem a tu zaś kwilenie i płacz. Koleżanka wychodzi z pokoju i pyta się mnie o co biega z tym płaczem. Nie możemy dojść co i jak, więc schodzimy jeszcze raz. Zostałam na półpiętrze, bo to stąd jakby....okno! Na półpiętrze było niewielkie okienko wychodzące na ogród, zawsze zamknięte, ale tym razem otwarte, a w okienku wisi młodszy z dzieciaków, który tylko cudem jeszcze nie spadł na stojący akurat pod oknem samochód. Wyciągam dzieciaka, zapłakanego, zaślinionego, pocieszam. Przychodzi w końcu gospodyni, daję jej dzieciaka, a ta patrzy na mnie jakbym ja go tam wepchała. Ani dziękuje, ani pocałuj mnie w dupę, co z tego, że gdybyśmy go z koleżanką nie wyciągnęły, to z tej wysokości (półpiętro było dość wysoko) 3-latek roztrzaskałby sobie głowę o ten samochód....
Stancja nr 3
Czas zamieszkiwania: 2 lata i 3 miesiące
Położenie od uczelni: rzut beretem :D
Właściciele:
--On: nieco otyły, alkoholik, jak się potem okazało damski bokser
--Ona: drobna, uprzejma, pracowita, typ 'wszystko dla dzieciaków i męża, nic dla siebie'
Czajnik
Siedzimy z koleżanką przed kompem i gadamy.
- to co, włączamy film?
- ok.
- dobra, to zaraz, tylko zrobie sobie coś do pić
Otwieram drzwi z pokoju na korytarz, a z kuchni jakiś taki dziwny zapach i jakby powietrze zgęstniało, hmm dziwne… otwieram drzwi do kuchni, a tam chmura dymu wypchała mnie z powrotem to przedpokoju.
- Kaaaśkaaa, czyy tyyy coooś mooooże gotuuuujeeesz…?
- nooo pooostawiłaaam czajnik……kurde z półtooora godziiiny teeemu…!!!
Wbiegamy z koleżanką do kuchni, a tam „płoonieee ogniiisko w leesieee” to znaczy czajnik płonął, taki stary do kuchenek na gaz. Przyznam, ze tak cudownego widoku jeszcze nie widziałam ;) w ciemnościach, spośród obłoków dymu wyłania się metrowy ognisty płomień……szkoda że nie miałam akurat aparatu………
- czym to się kurna gasi...???!!!
- ???????????????????
- dobra lecimy po wodę!
chlust!!!!
- ja pierdziele, jeszcze większy ten ogień
- dobra dawaj jeszcze raz!
jakoś się udało, fakt, że kuchnia nieco zalana, ale przynajmniej czajnik przestał się palić ;)dokładne oględziny stanu czajnika nastąpiły po jakiś 10 godzinach, czyli następnego dnia, kiedy kuchnia nieco się wywietrzyła (choć tak naprawdę wietrzyła się kilka dni :P ) jak na półtorej godziny na pełnym gazie to naprawdę wyglądał nieźle, choć oczywiście do ponownego użycia się nie nadawał ;) Na poprzedniej stancji u koleżanki była impreza i ktoś też postawił wodę z tym, że o fakcie samospalenia nie-tylko-czajnika-bo-i-przylegającej-do-kuchenki-ściany-też ekipa imprezowa dowiedziała się po jakichś 8 godzinach, czyli następnego dnia po przebudzeniu, kiedy ogień zgasł już sam, a ktoś poszedł rano z zamiarem nastawienia sobie wody na……herbatę ;) ach, to dopiero musiał być widok!!!
Heniek hydraulik
Pewnego pięknego dnia zatkał nam się klop. Niby nic niezwykłego, ale… Próbowałyśmy z koleżanką różnych sposobów, żeby tylko nie ‘fatygować’ gospodarza (jakoś niedawno przed klopem łapał nam szerszenie w pokoju), ale nic nie pomagało, a woda i wiecie-co-jeszcze podchodziło już pod sam sedes. Tak więc koło południa, przed zajęciami na uczelni powiedziałyśmy gospodarzowi w czym rzecz. Wracamy popołudniu po zajęciach pewne, że z klopem już w porządku. Wchodzimy na górę do łazienki, a tam…gospodarz z przepychanką w ręce, dyszy jak stara lokomotywa, na twarzy oprócz czerwieni buraka ma ‘klopowe’ pozostałości i wrzeszczy co myśmy za papiery tam nawpychały… mówimy ze tylko ten toaletowy, a ten dalej wrzeszczy z tymi resztkami kup na twarzy, ze kłamiemy i że zaraz same będziemy to robić, więc zwiałyśmy do swoich pokoi i wyszłyśmy dopiero jak sobie poszedł. Klop wyczyszczony, ale za to łazienka wyglądała tak, jakby ktoś to tego jeszcze zapchanego klopa wsadził granat. Tylko sufit pozostał czysty. Może to zemsta gospodarza była….. ;)
Wypie..dalaj stąd !
Parę dni przed ostatnim egzaminem na studiach (została potem jeszcze tylko obrona w czerwcu) przyjechałam sobie na moją już byłą stancję. Byłam już wcześniej ugadana z gospodarzami, że te pare dni sobie przekimam u koleżanki, która jeszcze tam mieszkała. Wszystko było OK., gospodarz sobie popijał jak zwykle, ale nic się nie działo. Do czasu. Było późne popołudnie, koleżanka poszła do pracy (dorabiała sobie w weekendy) a ja zostałam i wkuwałam prawo UE. Nagle na dole u gospodarzy ktoś się zaczął krzątać i cos wołać. Wychodzę z pokoju zobaczyć o co chodzi, a tu gospodarz pijany w cholere, woła do mnie: „ty, choć no tu!”. Pytam się więc o co chodzi. Ten wchodzi do nas na góre i mówi że mam wypie..dalac ze stancji.
- Ale jak to..?
- No tak to, już cie tu nie ma!
- Przecież się umawialiśmy!
- Nie obchodzi mnie to!
- Ale cos się stało, zrobiłyśmy coś nie tak?
- Nie, ale wypad, pakuj się!!
I poszedł do siebie. Byłam w kropce. Dzwonie do koleżanki, czy ona wie o co mu może chodzić. Ani się głośno nie zachowywałyśmy, nic nie zdemolowałyśmy, po prostu idealne lokatorki. Myśle: „napił się, pewnie mu przejdzie. Poczekam na gospodynie aż przyjdzie z pracy, na wszelki wypadek podgadam z nią”.Gospodyni przyszła, weszła do mojego pokoju i mówi ze ona nic nie może zrobić, bo to jego dom i on tu rządzi.Proszę ją, żeby jeszcze z nim pogadała, że dopłace im pieniądze jak chcą, ze mam niecałe 2 dni do egzaminu, a po egzaminie zaraz się wyprowadze. Poszła, ale niestety nic nie wskórała. Przylazł za to znowu gospodarz, moje próby negocjacji spełzły na niczym, mało tego myślałam ze mnie zaraz uderzy (gospodyni się już raz czy dwa dostało za czasów jak mieszkałam), więc powiedziałam że już mnie nie ma. I tak wieczorem, półtora dnia przed egzaminem musiałam szukać gdzie mogę się przekimać za pare groszy. W końcu wylądowałam u koleżanki która na stałe mieszkała w mieście, ale ostrzegła mnie że u niej nie ma warunków do nauki. No i faktycznie. Jej młodsza siostra tak nas absorbowała, ze praktycznie nic nie powtórzyłam :P Ale egzamin na szczęście zdałam :) Szkoda tylko tych niepotrzebnych nerwów przez widzimisie jakiegoś cholernego alkoholika. Współczuje tej biednej kobiecie, jego żonie. Pewnie dalej z nim żyje…
A jakie Wy macie mieszkaniowe wspomnienia …? ;)
Przeczytano 257 razy | 13 Komentarze
Biało-zieloni
1 lat temu Do napisania tegoż postu skłoniła mnie dzisiejsza porażka polskich piłkarzy z Irlandią Północną. A w zasadzie nie sam fakt przegranej, ale jej jakość. Istnieją bowiem dwa sposoby przegrywania: bohaterski oraz tchórzowski zwany też czasami błaznowatym.Cechy sposobu bohaterskiego:
+zostawienie na polu gry niezliczonej ilości potu i krwi, byleby tylko doprowadzić do korzystnego dla swojej drużyny wyniku
+w sytuacjach kontrowersyjnych niewykrzykiwanie w stronę arbitra słów uznawanych powszechnie za wulgarne oraz gróźb karalnych i nie karalnych
+niepopełnianie niewymuszonych błędów, w tym podań, wykopów, wyrzutów z autu, utrudniających znalezienie prostej drogi do bramki
+koncentarcja od pierwszej minuty pierwszej połowy do ostatniej minuty drugiej połowy meczu
+czynnik siły wyższej, tak zwany wszechobecny pech, niepozwalający mimo spełnienia powyższych warunków na wygranie spotkania.
Cechy sposobu tchórzowskiego, zwanego błaznowatym:
- strach lub lekceważenie przeciwnika
- zostawienie na polu gry nieproporconalnie małej ilości potu w stosunku do wagi spotkania, o krwi nie wspominając
- brak koncentracji od początku spotkania
- w sytuacjach oczywistych i kontrowersyjnych używanie w stosuku do arbitra słów powszechnie uznawanych za wulgarne i obraźliwe oraz gróźb karalnych z art. 190 k.k.
- podawanie piłki przeciwnikowi zamiast partnerowi z drużyny
- podawanie piłki partnerowi z drużyny "do tyłu" ze zbyt dużą prędkością i rotacją
- podawanie piłki partnerowi z drużyny "do przodu" na odległość nadproporcjonalnie większą do jego możliwości motorycznych
- niewykorzystywanie swoich naturalnych umiejętności technicznych znane pod ogólnym pojęciem "szkolnych błędów"
- brak siły wyższej, czyli tzw. wszechobecnego pecha;przegranie spotkania jest efektem tylko i wyłącznie postępowania zawodników.
Każdy sam odpowie sobie na pytanie w jaki sposób przegrała Reprezentacja Polska.
Przegrana ta podziałała na mnie traumatycznie, wywołując skrajne myśli o istnieniu łapówki dla polskich piłkarzy przyznanej przez zarząd PZPN w zamian za każdy inny wynik niż zwycięstwo i remis, powodujące w efekcie łatwiejszą drogę do usunięcia trenera selekcjonera Leo B.Dwie strzelone bramki uwzględniono zapewne w umowie łapówkowej by kibice za bardzo nie płakali.
W jakiż inny sposób wytłumaczyć można przypadek, kiedy ta oto reprezentacja potrafi zagrać wyśmienicie i wygrać z Portugalią i Czechami, a przegrać ze Słowacją i Irlandią Północną..? Brak Smolarka?? Mury Belfastu z "Boruc RIP"??Aż strach pomyśleć co będzie się działo w meczu z San Marino.... Czas najwyższy pomyśleć nad antidotum na tę chwiejną formę polskich piłkarzy! Jak postępować z zawodnikami, byśmy godnie wkroczyli w ME 2012 ?
A oto kilka propozycji
Stosowane w trakcie meczu:
1. Bieganie za partnerem z drużyny z bronią białą Zastosowana po raz pierwszy w drużynie angielskiej. Metoda ta jest bardzo skuteczna, David B. uciekał przez 20 metrów po czym strzelił bramkę z 30stu.

2. Pozycja "na trenera" Ta metoda jest dość rzadko stosowana, ze względu na obecność publiczności na trybunach i przed telewizorami.Polega na podduszaniu zawodnika przez trenera tak długo, aż zawodnik nie obieca na wszystkie świętości, że juz danego głupiego błędu nie popełni

Sposoby łagodniejsze stosuje się przed meczem, są to:
3. Trenowanie na łące połączone z wypasaniem Metoda skuteczna, jeżeli mecz ma się odbyć na grząskiej murawie z silnymi fizycznie przeciwnikami

4. Techniki Shaolin Bardzo przydatne, magiczne sposoby opanowania footbolówki. Polecane piłkarzom o słabym wyszkoleniu technicznym

5. Krzywe pole Możliwe kombinacje to skrzywienie lewe bądź prawe. Poleca się trenować na obu, z 10-minutowymi przerwami na przywrócenie zawodnika do pionu. Po takim treningu zawodnicy będą strzelać bramki z każdej pozycji

6. Nauka szybkiego postrzegania połączona z lekcją taktyki Specjalnie dla całej drużyny przygotowane urządzenie, pozwalające nauczyć się szybkiej orientacji na polu gry. Szczególnie polecane dla zawodników o spóźnionym refleksie, związane z kwestią podjęcia szybkiej decyzji na boisku.

Oby chłopcy nie dali sobie "przyłożyć" w następnych meczach i pokazali, że potrafią grać nie tylko w końcówce...Szczerze w to wierzę i kibicuję ;)
Przeczytano 608 razy | 9 Komentarze