O autorze
Płeć
Dziewczyna
Urodzony (-a)
16.02.1988Mieszkam w
PoznańPracodawca
Oratorium PoznańStanowisko
AnimatorCoś ode mnie
"Chłodna, jak chłodny bywa kwiat róży mocno przyciśnięty do ust w lipcowym upale. Różowa z niebieskimi lub złota z zielonymi cieniami, lekka, wyraźna i jasna, szuka zawsze temperatury wyższej, intensywniejszej niźli jej własna. Wśród niej rozjaśnia się, rozpala, rozkwita, nareszcie żarem ulubionym objęta. Trudno ją wymalować, jeszcze trudniej opisać...Choć urocza nieskończenie, nie słońce ani księżyc, ani płomień przypomina, lecz elektryczne oświetlenie. Nie czeka, aż ją poproszą do tańca. Zwraca na siebie uwagę nie tyle może urodą, co energią, wdziękiem, werwą, błyskiem w oku. Bywa też źródłem twórczego niepokoju i od niej wychodzą ciekawe pomysły. "Chata polska, czyli o "ho...
4 dni temuO administracji w naszym Państwie można by mówić wiele. Ja jednak, w moim k... [dalej]
Przeczytano 146 razy | 19 Komentarze"Alicja w Krainie Czarów"...
6 dni temuFilmNie jestem kinomanką - do kina wybieram się 1-3 razy w roku. Na co dzień ni... [dalej]
Przeczytano 1294 razy | 16 KomentarzeLorem Ipsum
8 dni temuZapewne każdy z nas spotkał się kiedyś z fragmentem tekstu rozpoczynającym ... [dalej]
Przeczytano 134 razy | 12 Komentarze
O tym jak UAM ma studentów głęboko...
O tym, że nasza uczelnia ma nas delikatnie mówiąc w nosie wiedzieliśmy już od pierwszego roku, ale o tym jak głęboko, dowiedzieliśmy się jakieś dwa tygodnie temu.
Zacznę od tego, że mój kierunek, to studia dwuprzedmiotowe. Za połowę kierunku, czyli edukację elementarną odpowiada Wydział Studiów Edukacyjnych, a za drugą połowę, czyli język angielski - Kolegium Języków Obcych. O tym, że nikt się nami za bardzo nie interesuje wiemy już od dawna. Cały cyrk zaczął się już na pierwszym roku. Rok, który jest niżej od nas już od początku miał całe PNJA, my natomiast na pierwszym roku miałyśmy tylko fonetykę i ogólny angielski z kobietą, która nie potrafiła się poprawnie wypowiedzieć. Dodatkowo, wykładowczyni z dydaktyki języka angielskiego masowo odwoływała zajęcia, co poskutkowało tym, że semestr później musiałyśmy wszystko odrabiać o nieludzkich godzinach, jeżdżąc po całym mieście z jednych zajęć na drugie, bo na naszym wydziale nie było dla nas miejsca.
Na drugim roku rozszerzono nam PNJA w taki sposób, w jaki niższy rocznik uczy się już od początku i dostałyśmy: fonetykę (z ta samą panią, która jako jedyna uczy nas całe trzy lata i jest najbardziej w porządku), czytanie z mówieniem (z panią Miss Perfect, przed którą wszyscy trzęśli porami i gdzie poziom był za wysoki do naszych umiejętności), pisanie (na którym wszyscy spali, bo poziom był z kolei uwsteczniający) i gramatykę z mówieniem (w miarę ok). Dodatkowo, zniknęła nam zupełnie dydaktyka języka angielskiego (czyżby nie było nauczyciela?), a pod koniec tego roku dowiedzieliśmy się, że nie będziemy pisać pracy licencjackiej, tylko zamiast niej ma być egzamin dyplomowy z trzech lat studiów. Wykłóciłyśmy się, że prawo nie może działać wstecz i jednak piszemy pracę.
Ale największe przegięcie ma miejsce właśnie teraz. Na trzecim roku ograniczono nam liczbę godzin z PNJA i (po raz kolejny!) zmieniono nam nauczycieli. Wróciła dydaktyka języka angielskiego (z panią "eee... yyy... hmmm... OK"), została oczywiście fonetyka (chwała Panu!), zostało czytanie z Miss Perfect, do którego zdążyłyśmy się już przyzwyczaić, ale za to gramatykę połączono z pisaniem, co poskutkowało tym, że nie "przerobiłyśmy" ani gramatyki, ani pisania. Co więcej, jedna grupa dostała kobietę, która układa egzamin i oni rzeczywiście robili na zajęciach wszystko pod egzamin, natomiast nasza grupa dostała jakąś babkę po studiach, która robiła z nami jakieś g***a i zapowiedziała, że będzie nas uczyć tylko przez semestr. Znowu zmiana nauczyciela? Nic podobnego, bo oto największy wałek w historii naszych studiów: Egzamin dyplomowy z trzech lat, z PNJA miał być w czerwcu. Wiedzieliśmy o tym od początku, wiedziały o tym nasze nauczycielki. Jednak nasza bliźniacza specjalizacja z niemieckim ma egzamin w sesji zimowej. Na początku roku pytałyśmy naszych nauczycielek, czy mamy w czerwcu nasz egzamin i powiedziały, że tak, bo one mają z nami godziny w letnim semestrze. Aż tu nagle dwa tygodnie temu się okazało, że ten egzamin mamy jednak TERAZ. I w związku z tym panie proponują "za tydzień". Beret powiedziała, że to chyba żart. I to samo okazało się z dydaktyką - mamy egzamin TERAZ, nie w czerwcu. Skutek jest taki, że mamy cztery dodatkowe egzaminy, o których nikt nie miał pojęcia - ani my, ani wykładowcy. A żeby tego było mało, to UAM nie wie nawet kto nas uczy. Nazwisko pani od gramatyki zmieniało się na planie trzy razy, przy czym na karcie i tak jest inne niż to rzeczywiste. Śmiech na sali.
Komentarze
Zuczek 1 miesięcy temu
Nie no z tym to spokojnie do Rektora możecie iść, bo tak się nie robi!
wiefioorah 1 miesięcy temu
Osz kurde, a ja myślałam, że to u mnie jest kiepsko, bo na trzecim roku dowiedzieliśmy się, że dla specjalnej nie ma magisterki, ciągle zmieniają nam zagadnienia na egzamin dyplomowy i... ogólnie hardcore.
Ale wasza sytuacja bije na głowę naszą...
Ale wasza sytuacja bije na głowę naszą...
sokokiti 1 miesięcy temu
wow.
czyli u mnie nie jest tak źle.
współczuję.
może jakieś pismo do dziekana?
czyli u mnie nie jest tak źle.
współczuję.
może jakieś pismo do dziekana?
joannawolinska 1 miesięcy temu
O Boże. A myślałam, że tylko ja chodzę do nienormalnej uczelni z dezinformacją dla studentów...
a co do dziekana, zadecydowałyśmy wspólnie z wykładowczyniami, że takie skarżenie się nie ma sensu, bo i tak nic się z tym nie zrobi, przynajmniej będziemy mieć to z głowy, panie też nam poszły na rękę troszkę bo nie jesteśmy do końca przygotowane, ale one bidulki zostały bez godzin - miały ich z nami sporo