• Zarejestruj się
  • Rejestracja Reklamodawcy
  • Logowanie
Szukaj
Najnowsze artykuły
27. Lipiec 2009, 09:57 Questionariusz

Seks "po bożemu" - wywiad z ojcem Ksawerym Knotzem

Redakcja Students.pl - Ojciec Ksawery Knotz ze Zgromadzenia Braci Mniejszych Kapucynów bywa nazywany "specjalistą od teologii orgazmu". W swoich książkach pokazuje katolikom, w jaki sposób rozwiązywać małżeńskie problemy. Także te dotyczące seksualności. Poza pisaniem książek ojciec Kno...

Seks "po bożemu" - wywiad z ojcem Ksawerym Knotzem

Ojciec Ksawery Knotz ze Zgromadzenia Braci Mniejszych Kapucynów bywa nazywany "specjalistą od teologii orgazmu". W swoich książkach pokazuje katolikom, w jaki sposób rozwiązywać małżeńskie problemy. Także te dotyczące seksualności. Poza pisaniem książek ojciec Knotz - doktor teologii pastoralnej, prowadzi rekolekcje dla małżeństw oraz stronę internetową o seksie. Jeśli chcecie wiedzieć, czym dla katolika powinna być miłość oraz małżeństwo, przeczytajcie poniższy wywiad.

Dlaczego istnieje dość powszechne wyobrażenie, że życie katolików jest nudne?

Może dlatego, że mało się mówi na te tematy. Taki „niedyskutowany” temat obrasta w różne legendy i mity, które potem się utrwalają. Z drugiej strony wynika to z niewiedzy i ignorancji osób znajdujących się poza Kościołem wobec tego, czego Kościół naucza. Istnieją wyobrażenia odwołujące się do rzeczywistości sprzed dwustu, trzystu lat, które według tych ludzi nadal są obecne. Nie potrafią zrozumieć, że Kościół jak cały świat również przechodzi ewolucję głosząc tę samą Ewangelię w różnych kulturach, a katolicy to normalni ludzie i tak jak inni współżyją ze sobą.

Obie książki napisane przez ojca są bardzo popularne. Czy ojca wierni również chętnie rozmawiają o seksie?

Bardzo go lubią. Ludzie pytają szczególnie o kwestie moralne. Proszą o poradę, albo wyjaśnienie.

A co jest dla nich najczęściej niejasne w nauce kościoła?

Każdy człowiek inaczej odczuwa. Jest taka ilość ludzkich wyobrażeń, pomysłów, że ciężko to określić. Niby ludzie pytają o to samo, ale zawsze trochę inaczej. Właśnie treść mojej książki jest odpowiedzią na najczęściej zadawane pytania, o to, jak zintegrować duchowość z religijnością, jak żyć zgodnie z Bogiem.

Czy książki ojca mają przełamywać stereotypy na temat seksu katolików?

Jak to robią to dobrze. Ale ja opisuję doświadczenie pozytywne, które wypływa z wiary, ponieważ w powszechnej świadomości bardzo często seks nie jest łączony z Panem Bogiem.

Chcesz wygrać książkę autorstwa ojca Ksawerego Knotza? Kliknij!

Przeczytaj recenzję najnowszej książki autorstwa ojca Knotza!

Dlaczego ludzie nie patrzą na współżycie seksualne, jako na relację z Bogiem?

Dlatego, że seks został bardzo „biologizowany”. Duchowość, relacja między ludźmi odchodzą na bok. Relacja zmierzająca do głębokiej jedności duchowej jest traktowana tylko, jak jakąś płytka, romantyczna otoczka.

Jak ojciec wyobraża sobie edukację seksualną? Jaka powinna być?

Najbezpieczniej byłoby gdyby rodzice sami „uświadamiali” dzieci. Każde dziecko rozwija się inaczej. Jedno w danym wieku interesuje się już seksualnością, inne nie. Rodzice są w stanie wiedzieć najlepiej, kiedy powinni z dzieckiem zacząć rozmawiać na takie tematy. I nigdy nie chcą go skrzywdzić.

Ale w Polsce rodzice raczej tego nie robią?

Problem jest o wiele szerszy. Kiedy rodzice nie mają czasu dla dzieci, to one dowiadują się wielu rzeczy od kolegów. Często w dość zwulgaryzowanej formie. Rodzice nie są już wtedy pierwszymi osobami, które kształtują kierunek myślenia dziecka. Tylko tymi osobami są kolega i koleżanka.

A rola szkoły i Kościoła?

Kościół dość dużo mówi o seksualności w elitarnych ruchach kościelnych. Oczywiście trzeba chcieć go słuchać. Wśród młodzieży z Oazy, Ruchu Czystych Serc, czy w harcerstwie zawsze są pogadanki o miłości i o seksie.

Czy jednak to nie są takie dość ogólne pogadanki o miłości, w których unika się poruszania tematu seksu?

Młodzież jak się pyta, to otwarcie i bez owijania w bawełnę: a dlaczego przed ślubem nie można współżyć? Młodzi ludzie słyszą wiele różnych rzeczy o współżyciu. Nawet jest pewnego rodzaju moda na coraz wcześniejsze rozpoczynanie współżycia seksualnego.

To fakt. Być dwudziestoparoletnią dziewicą uznawane jest za „obciach”, dowód tego, że nikt tej dziewczyny nie chce. Tak też postrzegane są czasami katoliczki.

Jak się głębiej rozmawia z młodzieżą, to się okazuje że chłopcy wolą, żeby kobiety, które będą ich żonami nie miały wcześniej współżycia seksualnego. Kiedyś jakiś chłopak użył przy mnie takiego subkulturowego, trochę wulgarnego określenia i powiedział , że wolałby, żeby jego żona była taka „niewyślizgana”. Wiele dziewczyn też ceni chłopaków, którzy nie zaczynają znajomości od seksu i nie ciągną ich zaraz do łóżka. Odbierają, że jest to znak szacunku dla nich i wyrazem poważnego ich traktowania.

Chcesz wygrać książkę autorstwa ojca Ksawerego Knotza? Kliknij!

Przeczytaj recenzję najnowszej książki autorstwa ojca Knotza!

Ojciec w swoich książkach zwraca uwagę na partnerstwo w małżeństwie. Jednak potrzeby kobiet w łóżku, często są przez mężczyzn lekceważone?

Często w życiu seksualnym dominuje męski model współżycia. Taki pięciominutowy. Co dla mężczyzny może być całkiem fajne, ale dla kobiety nie będzie. To jest odbicie szerszego problemu – ogólnego stosunku mężczyzn do kobiet. Istnieje model kulturowy, w którym mężczyzna jest stroną dominującą, a kobieta tą bierną. Z drugiej strony coraz wyraźniejszy jest model, w którym kobiety są bardzo aktywne, wręcz dominujące, a mężczyźni wycofani i niepewni siebie. Tak to jest, że ludzie nie potrafią złapać równowagi. Mężczyźni powinni odkrywać i szanować kobiecość u swoich żon, a one męskość u mężów. Wydaje mi się, że to jest najzdrowsza droga.

Zna ojciec sposób na osiągnięcie tej równowagi? Wystarczy tylko rozmowa?

Trzeba mieć świadomość, że kobiety i mężczyźni się różnią. Tutaj nie sprawdza się upór, stanie na własnej pozycji, walka płci. Odkrywanie siebie, swojej cielesności, psychiki, duchowości i wychodzenie naprzeciw swoim potrzebom, aby się wzajemnie wspierać, to zadanie wymagające ciężkiej pracy. Widzę, że ludzie, którzy wierzą w Boga mają więcej szacunku dla siebie.

Czy da się pogodzić potrzeby seksualne kobiet i mężczyzn?

Da się. Tylko do tego potrzebna jest wzajemna miłość. To brzmi górnolotnie, ale potrzeby jest taki dar z siebie.

A czy małżonkowie, żeby zrównoważyć swoje potrzeby mogą korzystać z pomocy, na przykład gadżetów?

Seks to nie tylko „seks” w sensie biologicznym i technicznym, ale relacja z Bogiem, stosunek do drugiego człowieka, podejście do siebie, odbieranie swojego ciała, umiejętność stworzenia klimatu. Tworzenie tej wszechstronnej relacji wyrównuje i równoważy przeróżne potrzeby człowieka. To jest rewolucyjne stwierdzenie dla ludzi myślących jednostronnie i schematycznie.

Kto wyznacza granicę, co można stosować w łóżku, a czego nie. To Kościół wskazuje, czy sami ludzie mogą ocenić, co ich cieszy?

Ta granica leży pomiędzy normalnością a patologią. Bielizna dla wielu normalnych ludzi będzie takim samym ubiorem, jak inne ubrania. Dla części ludzi to będzie fetysz bez, którego nie mogą się już rozbudzić. Wtedy istnieje zaburzenie seksualne, które wymaga leczenia.

Przekroczenie tej granicy jest wyczuwalne. Jeżeli żona jest ciągle zmuszana, żeby zakładała jakiś dziwny strój, bo inaczej mąż nie czuje żadnej radości ze współżycia, to ona czuje, że seks nie jest budowaniem relacji z nią, tylko że mąż szuka za jej pomocą jakiegoś doznania. Wtedy się czuje jak przedmiot. Kobiety potrafią przez jakiś czas znosić takie zachowanie, żeby w domu było spokojniej. Jednak w pewnym momencie zaczyna im to przeszkadzać. Po prostu czują się podle w takiej sytuacji. Jeżeli mężczyzna tego nie widzi, to miłość ostatecznie zanika.

W ojca książce jest wiele odwołań do seksuologów. Czyta ojciec tworzoną przez nich literaturę?

Tak. Ale czytam też teologię ciała Jana Pawła II, którą mało kto czyta.

A poleca ojciec wizyty u seksuologów?

Ja najczęściej spotykam się z małżeństwami, które nie muszą chodzić do seksuologów. Raczej muszą porozmawiać, powyjaśniać sobie pewne kwestie, odświeżyć się duchowo. Jeżeli jest taki przypadek, że potrzeba terapii, to odsyłam małżonków do seksuologa.

Czy słuszne jest patrzenie na seks pod względem moralnym i ocenianie, co jest dobre w łóżku, a co nie. Czy może dozwolone powinno być wszystko, co cieszy parę?

Złodzieja też się cieszy, jak okradnie bank.

Ale bank się wtedy nie cieszy.

A wtedy dodatkowo bank okazałby się też złodziejem, który przy okazji kradzieży ma okazję zdefraudować pieniądze klientów. Czas zweryfikuje czy pomysł był rzeczywiście dobry. Znam ludzi, którzy żałują swoich dawnych decyzji odnośnie seksu.

Czy seks oralny jest moralny, jeżeli dwie osoby się na niego zgadzają?

Ja używam słowa pieszczoty, żeby podkreślić, że chodzi o grę wstępną, której celem jest pełny akt seksualny, który skutkuje osiągnięciem pełnej jedności. W tym kontekście wszelkie pieszczoty, też oralne, są dobre. Czasami nawet bardzo potrzebne. Co innego jest z seksem oralnym poza aktem seksualnym, w którym nie osiąga się pełnej jedności ze współmałżonkiem. Ludzie dążą do pełnego aktu seksualnego, ponieważ czują, że pełnia jedności jest w pełnym akcie seksualnym. Etyka kościoła to cały czas podkreśla. A reszta jest jakimś nieładem moralnym.

---------------------------------------------------------------------------------------------

Przeczytaj pozostałe wywiady z politykami na temat ich czasów studenckich:

----------------------------------------------------------------------------

Jakie jest ojca zdanie na temat środków antykoncepcyjnych?

Dzisiaj ludzie dbają o swoje ciało, o sylwetkę, zdrowe odżywianie. Kobiety są w stanie ogromnie się poświęcić, żeby schudnąć dwadzieścia kilo. Dbać i szanować swoje ciało to także je poznawać i coraz lepiej rozumieć jego reakcje. Kościół mówi w tym samym nurcie szacunku dla ciała tylko to ciało rozumie szerzej jako ucieleśnionego ducha. Zachęca, żeby poznać płodność tego ciała. Żeby kobiety ją poznały. Mężczyźni jeżeli chcą współżyć, również powinni postarać się zrozumieć cały cykl płodności kobiety. To dla nich bardzo cenna wiedza ucząca ich szacunku dla ciała kobiety, którą kochają i odpowiedzialności za swoje decyzje.

Czy antykoncepcja hormonalna przeszkadza w osiągnięciu jedności?

To tak jakbym Pani zaproponował, żeby sobie mały paznokieć wyrwała i na jego miejsce wstawiła sztuczny. Pewnie by się Pani nie zgodziła. Jeśli mamy w ciele coś zdrowego, to nie ma potrzeby tego zmieniać. Płodność, zdrowy układ rozrodczy jest znacznie ważniejszy od paznokcia.

Piguła powoduje, że nie zastanawiamy się nad konsekwencjami decyzji współżycia seksualnego. Poza tym tabletki działają bardzo inwazyjne na organizm. Znam ginekologów, którzy boją się przepisywać tabletki. Podając je młodym dziewczynom można im zrobić krzywdę.

W jaki sposób?

Tabletki blokują działanie przysadki mózgowej, drożność jajowodów, pomniejszają wyściółkę macicy. To są uszczerbki na ciele kobiet. Tego się nie widzi. Nie czuje. To nie boli. Wydaje się, że nie ma problemu, ale on istnieje. Są ciągle w jakimś stopniu rakotwórcze i także wczesnoporonne. O tym mało kto wie.

To są nieczęste przypadki. Tylko czy stosując antykoncepcję hormonalną para nie zyskuje więcej niż traci?

Ale co się zyskuje?

Spokój, brak strachu przed niechcianą ciążą.

To jest pozór zysku. To strach sprawia, że kobieta czuje się przymuszona do ciągłego tłumienia płodności. Źródło strachu zostało wyeliminowane, ale ono cały czas jest w jej ciele. Smok może w każdej chwili wyjść z jaskini. Kobieta mogłaby się pozbyć strachu, gdyby odkryła, że umie żyć ze swoją płodnością, wie kiedy jest płodna a kiedy nie. Co zrobi mężczyzna, gdy kobieta powie mu: „Jeśli chcesz to będziemy współżyć, ale teraz jestem płodna, więc będziemy mieli dziecko”. On się wtedy nie zdecyduje. Musi się nauczyć odpowiedzialności oraz czekania. A ona jak zna swoje ciało zaczyna się szanować i wymagać szacunku dla swoje cielesności.

Czasy nie sprzyjają posiadaniu wielu dzieci. Antykoncepcja sprzyja odpowiedzialnemu planowaniu rodziny.

Nie można myśleć, że jak nie stosuje się antykoncepcji, to będzie się miało dziesięcioro dzieci. Tak myślą tylko ludzie, którzy nie są wyedukowani seksualnie, tylko im się wydaje, że są, bo wiedzą o pigułkach. Jeżeli kobieta pozna swoje ciało, to nigdy nie będzie miała dziesiątki dzieci, jak nie będzie chciała. Znam wiele małżeństw, które mają dwójkę dzieci, bo tyle chcieli, a przez dwadzieścia, a nawet trzydzieści lat stosowali metodę naturalną, czyli rozpoznawali swoją płodność. To są odpowiedzialni ludzie. Byliby nieodpowiedzialni, gdyby przez tyle lat stosowali pigułkę.

Jednak metody naturalne uznawane są za mniej skuteczne?

Nie znam osób, które stosując te metody zgodnie z naukowo określonymi regułami tak by mówiły. Często za nieskuteczne uważają je osoby, które ich nie znają. Nigdy się nie uczyli, albo stosują jakąś swoją autorską wersję. Kobieta może zajść w ciąże tylko w czasie owulacji. To jest jeden dzień. Tylko wtedy, gdy komórka jajowa się uwalnia, może dojść do zapłodnienia. Plemnik męski żyje maksymalnie 7 dni. To jest czas płodny pary małżeńskiej. Reszta cyklu jest niepłodna. O tym nikt nie wie.

Pigułkę kobieta musi brać przez cały cykl. Jaka tu jest logika, że kobieta musi brać ją codziennie o ściśle określonej porze i w strachu, że jak zapomni, czy się spóźni, to pocznie się dziecko i wtedy musi się jeszcze dodatkowo zabezpieczyć prezerwatywą. Jakby kobieta znała siebie, to by powiedziała: - Dlaczego ja mam cały czas żyć w reżimie pigułki, wprowadzać się w stan wczesnej ciąży jak, sama jestem zdolna do zapłodnienia tylko te kilkanaście godzin w czasie owulacji i jeszcze przez kilka dni tworzę sprzyjające warunki dla przeżycia plemników w moim ciele. A jeżeli mężczyzna chce koniecznie współżyć właśnie w tym czasie, to niech on zażywa brom albo jakąś swoją pigułkę antykoncepcyjną

Ale pigułki dla mężczyzn nie istnieją.

Nie istnieją, bo zmiany hormonalne wywołane przez taką ubezpładniajacą pigułkę czynią go agresywnym i niebezpiecznym dla otoczenia. A kobieta akurat jest po niej spokojna. Mężczyźni nie są zbyt chętni do kastracji.

Na ciało kobiety wpływa tak wiele czynników, że trudno czasami stwierdzić, że jej cykl jest stabilny, a naturalna metoda antykoncepcji skuteczna.

Może sobie nie radzić z interpretacją swoich cykli, ale niech poznaje nadal swoje ciało i się go uczy Zawsze będzie wiedziała coś więcej o nim. Ciała kobiece są różne. Jednej diagnozę może zaburzyć alkohol, innej brak snu. Jak będzie to wiedziała, to poradzi sobie z interpretacją swojej płodności. Nigdy poznanie własnego ciała nie jest złe. Obserwuje się i wyciąga wnioski z takiego cyklu jaki się ma, a nie z cyklu idealnego. Codzienne mierzenie temperatury nie jest większym wyrzeczeniem dla kobiety niż odchudzająca dieta i nie większym niż restrykcyjne pilnowanie godziny zażywania pigułek.

To dlaczego naturalne metody są uznawane za mniej skuteczne? Tak też mówią lekarze.

Lekarze nie wiedzą dużo o metodach naturalnych. Nie uczyli ich tego na studiach i tak już zostało. Poza tym one są tanie. Nikt na tym biznesu nie zrobi, więc mało komu zależy, aby je bronić i propagować.

A ginekolodzy?

Ginekolodzy w Polsce ich w ogóle nie znają. Nie są wykształceni pod tym względem. Dawniej częściej ich uczono jak wykonać fachowo aborcję. Teraz ci, uczą kolejnych z taką samą troską, aby „pomóc” kobiecie rozwiązać jej problemy za pomocą pigułki przed lub po stosunku. Nie ma w tym ani miłości, ani szacunku dla ludzkiego życia. Są dobre kursy, które uczą o metodach rozpoznawania płodności. Jeśli ktoś przejdzie taki kurs, to będzie wiedział więcej niż przeciętny ginekolog.

Co to za kurs?

Normalny. Kurs metod naturalnych.

Kto go prowadzi?

Instruktorzy metod naturalnych. Są też ginekolodzy.

A stosunek przerywany, który często jest uznawany za metodę antykoncepcji jest zgodny z nauką Kościoła?

Kiedy ludzie stoją przed dylematem, że albo będą współżyć i będą mieć dzieci, albo nie będą wcale współżyć, to najczęściej ani na jedno ani na drugie. nie chcą się zgodzić, I słusznie. Jest pytanie, czy oni widzą coś pośrodku. Bardzo często widzą tylko antykoncepcję. Czy to jest prezerwatywa, pigułka, czy stosunek przerywany, to jest to kwestia drugorzędna. Wszyscy ci ludzie, są w sytuacji totalnej bezradności. Ich bezradność jest powodowana wiedzą o sobie, którą człowiek miał jeszcze w XIX wieku.

Dlaczego XIX wieku?

Bo w XIX wieku sądzono, że kobieta jest tak samo zbudowana jak mężczyzna i jest płodna non stop, dwadzieścia cztery godziny na dobę. Najpierw przez wieki myślano, że kobieta w ogóle nie jest płodna. Tylko jest takim inkubatorem, a życie daje męskie nasienie. Tak jak dąb wyrasta tylko z nasienia, a ziemia daje witaminy i utrzymuje przy życiu. Kobieta miała taką rolę drugorzędną, bo to mężczyzna był dawcą życia.

Chcesz wygrać książkę autorstwa ojca Ksawerego Knotza? Kliknij!

Przeczytaj recenzję najnowszej książki autorstwa ojca Knotza!

W XIX wieku odkryto, że kobieta też jest płodna i wspólnie z mężczyzną daje życie nowemu człowiekowi. Wspólna płodność stała się jednym z elementów idei równości kobiet i mężczyzn. Dzisiaj osoby preferujące antykoncepcję mają taką XIX wieczną wizję kobiety i jej płciowości. Kobieta ma być taka sama jak mężczyzna. Znamy to z czasów komunizmu – „kobiety na traktory”. Też mogą tak pracować skoro mężczyźni mogą. Ponieważ obie strony są tak samo cały czas płodne, to któraś musi się tej płodności pozbawić. Ona jest już przestarzała, bo nauka poszła do przodu, ale tej nauki nie chce się uznać. Do zwolenników antykoncepcji tak naprawdę jeszcze nie dotarło, że kobieta ma inny układ rozrodczy niż mężczyzna, jest cyklicznie płodna, ma klimakterium, którego nie ma mężczyzna, itp. Ideałem nie jest równa praca z mężczyzną na dyżurach nocnych, bo mężczyzna zrobi swoje i pójdzie spać, a ona już nie będzie mogła zasnąć. Ideałem nie jest już myślenie jak stłumić swoją płodność, ale jak szanować różnorodność mężczyzny i kobiety, poznawać swoje różnice – cenić swoją męskość i kobiecość. W tym także inną płodność mężczyzny i kobiety.

Ale w drugiej połowie XX wieku seksualność wyszła z domu. Ludzie otwarcie przyznają się do swoich preferencji, powstały ruchu społeczne skupiające ludzi na podstawie ich tożsamości seksualnej. Co ojciec o tym sądzi?

Dobrze, że się mówi o seksualności. Minusem jest to, że ingeruje się w tą seksualność. To się robi niebezpieczne. Kobieta, która nie zażywa pigułek antykoncepcyjnych jest o wiele bardziej wolna. Jej ciało należy do niej. A kobieta uzależniona od pigułki nigdy nie jest wolna i jest podatna na ideologię. Musi wierzyć, że bez niej jej świat i aspiracje by runęły. Na straży jej szczęścia ktoś musi stać i ją bronić. Są to najczęściej zwolenniczki aborcji.

Feministki zaś twierdzą, że to pigułka daje kobietom wolność.

Te kobiety nie znają swojej płodności, więc muszą wolność od niej osiągnąć za pomocą pigułki. Same z siebie nie umieją być wolne. Dziwne, że feministki nie chcą poznawać swojego kobiecego ciała?

Ale mogą decydować, kiedy są płodne, a kiedy nie.

Decydują, że stłumią swoją płodność, bo są wobec niej bezradne. Ale mogą też kierować swoim życiem nie naruszając swojego ciała, niekwestionując go. Edukacja seksualna polega na poznaniu swojego ciała. To bardzo cenna wiedza.

Czy nie odczuwa ojciec, że celibat jest pewnego rodzaju barierą oddzielającą ojca od małżonków?

To są pozorne bariery. Katolicy wiedzą, że jestem kapłanem i nie dziwią się mojemu życiu. Poza tym, są ludzie, którzy czują się bezpieczniej, kiedy rozmawiają właśnie ze mną. To jest właśnie taka tajemnica celibatu, że ksiądz też może budzić zaufanie. Wiadomo, że nie wszyscy będą mnie szanować, jako zakonnika, kapłana.

Czy księża nie byliby bardziej wiarygodni, gdyby mieli żony i dzieci?

Osoby, które się kochają i zależy im na udanym współżyciu seksualnym, nie mają żadnych problemów, żeby porozmawiać z kapłanem. Wiadomo, że nie każdy kapłan się na wszystkim zna. Bardzo denerwuję ludzi, którzy nie potrafią kochać i mają jakieś problemy w życiu seksualnym. Oni się na mnie wkurzają. U nich budzę agresję swoim życiem. Erotoman, który nie wie, że jest erotomanem będzie mnie poniżał i doszukiwał się we mnie jakiejś patologii, sam nie rozumiejąc, że to jego zachowania są patologiczne.

Często się zdarzają takie wypadki?

Nie często, ale się zdarzają.

Chcesz wygrać książkę autorstwa ojca Ksawerego Knotza? Kliknij!

Przeczytaj recenzję najnowszej książki autorstwa ojca Knotza!

Ale czy ludzie nie ufali by bardziej kapłanom, gdyby wiedzieli że ich wiedza o życiu małżeńskim, dzieciach nie jest czysto teoretyczna?

Gdyby kapłani sami mieli żony i dzieci, to więcej by tych tematów poruszali. Zawsze trudniej jest mówić nie o swoim życiu. Jednak celibat pozwala zrozumieć wierzącym małżonkom, że życie ma też wartość nadprzyrodzoną. Pokazuje, że ludzie potrafią zrezygnować z aktywności seksualnej dla Pana Boga. Ja im pokazuję tę głębszą stronę życia, z drugiej strony, kochające się małżeństwa pokazują mi swoją odpowiedzialną miłość. Choć zastanawiam się czy małżonkowie tak ufają innym małżonkom i tak szczerze im opowiadają o swoich problemach?

Skąd się wzięło zainteresowanie ojca sferą seksualną?

To się we mnie tworzyło. Nie myślę, żebym do końca był autorem całej tej sytuacji. Kilka lat temu zainteresowałem się tematem i go rozwijam. Trochę się szumu wokół tego narobiło. Istniało duże niezagospodarowane pole. A ja tę niszę wypełniłem. Udało mi się poruszyć trochę ważnych rzeczy.

Moje książki to odpowiedź na głód duchowości. Ludzie już mają dosyć takiego fizjologicznego seksu oraz powierzchownych relacji. W moich książkach pokazałem wymiary, które są niedostrzegane. Po przeczytaniu mojej książki zyskuje się szersze spojrzenie na seksualność.

Ojciec myśli, że w przyszłości Kościół będzie szedł w tę stronę?

Ja myślę, że Kościół idzie tą drogą cały czas. To jest odpowiedź Kościoła na obecne czasy, która próbuje pokazać jak wielkim darem od Pana Boga jest miłość i seksualność.

Wszystkim rozmówcom zadaje to pytanie, choć w tym przypadku jest trochę poza tematem rozmowy. Czego chciałby ojciec życzyć studentom?

Ja bym życzył młodym ludziom, żeby nie byli konformistami. Żeby nie bali się pójść pod prąd i zawsze byli wierni sobie. Konformizm jest dla ludzi słabych i tchórzliwych, a najwięcej w miłości i seksualności zyskują ci, którzy nie są konformistami.

Chcesz wygrać książkę autorstwa ojca Ksawerego Knotza? Kliknij!

Przeczytaj recenzję najnowszej książki autorstwa ojca Knotza!

Rozmawiała: Izabela Wancerz
Fot. PAP

Komentarze
Zaloguj się lub zarejestruj
wiefioorah
wiefioorah 22.08.2009 o godz. 16:46
Księża znają mnóstwo par, ich problemów... działa to na zasadzie psychologa. Nie musi on się ciąć albo mieć depresji żeby pomóc takiej osobie, prawda? Na studiach mają mnóstwo teorii, którą potem łączą sobie z życiem (innych ludzi). I nie wiem, jak wy, ale ja znam mnóstwo osob którym księża pomogli.
A książkę chętnie bym przeczytała.
ostoja
ostoja 01.08.2009 o godz. 15:11
bez urazy, ale rozumiem, że autor ksiażki opisuje pewne rzeczy z autopsji......bo jakżesz można pisać o czym, o czym nie ma sie pojęcia?
Izabellum
Izabellum 28.07.2009 o godz. 09:20
choć sama jestem osobą niewierzącą, to uważam, że to dobrze, że Kościół katolicki przestał milczeć w sprawach seksu. nie przeszkadza mi, że osoba duchowna wypowiada się w sprawach seksu. nie trzeba wcale uprawiać seksu, żeby móc powiedzieć, co na temat niektórych jego aspektów twierdzi doktryna katolicka.
Zuczek
Zuczek 27.07.2009 o godz. 21:47
Seks po bożemu brzmi absurdalnie już na wejściu.
Mlasta
Mlasta 27.07.2009 o godz. 21:07
No i teksty kościoła o antykoncepcji... strach się bac.
dagmarka
dagmarka 27.07.2009 o godz. 19:56
Takie teksty utwierdzają mnie w słuszności przekonania, aby trzymać się z daleka od Koscioła katolickiego i ludzi go reprezentujących.
Mlasta
Mlasta 27.07.2009 o godz. 18:40
Uwielbiam, jak o seksie wypowiadają się księża czy zakonnicy - osoby, które przecież oficjalnie nie mają z nim styczności.
yhym
yhym 27.07.2009 o godz. 16:59
"Te kobiety [...] same z siebie nie umieją być wolne." [itp itd]

uwielbiam jak na moj temat wypowiadaja sie ludzie, ktorzy mnie nie znaja i nic o mnie nie wiedza