Większość filozofów uważa, że robienie notatek jest bez sensu - wywiad z Januszem Palikotem
Redakcja Students.pl - Kolejną osobą, której życie studenckie prześwietliliśmy jest Janusz Palikot z Platformy Obywatelskiej, wiceprzewodniczący Komisji Sejmowej "Przyjazne Państwo". Poseł studiował filozofię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oraz na Uniwersytecie Warszawskim. Dlaczego ...
Kolejną osobą, której życie studenckie prześwietliliśmy jest Janusz Palikot z Platformy Obywatelskiej, wiceprzewodniczący Komisji Sejmowej "Przyjazne Państwo". Poseł studiował filozofię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oraz na Uniwersytecie Warszawskim. Dlaczego wybrał właśnie ten kierunek i skąd wzięła się jego fortuna, dowiecie się, czytając tekst zamieszczony poniżej. Miłej lektury!
Dlaczego wybrał Pan filozofię?
Studiowałem filozofię, ponieważ na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim nie było matematyki, a była to jedyna uczelnia, która chciała mnie przyjąć na studia. To były czasu stanu wojennego. KUL był wtedy prywatną uczelnią. Miałem „wilczy bilet” i nie mogłem studiować na państwowych uczelniach. KUL, jako jedyny, nie patrzył na sprawy polityczne. Wybrałem, więc filozofię, jako najbliższą matematyce, jak mi się wtedy wydawało. Dopatruje się w tym, nie tylko działań Służby Bezpieczeństwa, ale także losu, czy Pana Boga. Nic lepszego nie mógłbym dla siebie wybrać.
Kim Pan chciał wtedy zostać?
Filozofem. Miałem zawsze ambicje naukowe. Po dwóch latach na KUL-u przeniosłem się na Uniwersytet Warszawski. Po studiach zacząłem pracę w Polskiej Akademii Nauk.
Udzielał się Pan społecznie na studiach?
Nie. Byłem całkowicie zamknięty w bibliotece. Siedziałem po kilkanaście godzin dziennie na wykładach, seminariach, w bibliotekach. Prowadziłem bardzo ograniczone życie towarzyskie. W drugiej części studiów zacząłem pracować, żeby dorobić. Prowadziłem małą firmę.
Czym zajmowała się Pana firma?
Najpierw porządkowaniem archiwów. Potem, kupowaliśmy na wsiach lubelskich palety do składowania materiałów i sprzedawaliśmy je różnym firmom, głównie Baltonie. Z tego się wzięła cała moja fortuna.
Które umiejętności zdobyte na studiach przydają się Panu najbardziej?
Filozofia uczy bardzo strategicznego, szerokiego patrzenia. Odróżniania rzeczy ważnych od nieważnych. Logicznego, krytycznego podejścia do świata. Pokonywania uprzedzeń. To cechy, które przydają się w biznesie i w polityce. W biznesie są absolutnie potrzebne.
W biznesie pewnych podstawowych rzeczy nie jest się pani w stanie nauczyć. Byłem nie tyle menedżerem, co przedsiębiorcą. Człowiek się rodzi przedsiębiorczy. Tego w zasadzie nie można się nauczyć, może trochę w domu. Studia to są narzędzia, uczą języka, analizy, ale one nie nauczą odwagi i pewnego typu potrzebnej energii , która pozwala zaryzykować przedsięwzięcie. Nie uczą, jak zobaczyć szansę tam, gdzie inni jej nie widzą.
---------------------------------------------------------------------------------------------
Przeczytaj pozostałe wywiady z politykami na temat ich czasów studenckich:
- Julia Pitera
- Joanna Mucha
- Marek Borowski
- Joanna Senyszyn
- Paweł Piskorski
- Ryszard Kalisz
- Adam Hofman
- Nelli Rokita - Arnold cz.1
- Nelli Rokita - Arnold cz.2
- Wojciech Olejniczak
- Elżbieta Radziszewska
- Artur Zawisza
- Bogusław Wołoszański
- o. Ksawery Knotz OFMCap
- Elżbieta Dzikowska
Pamięta Pan jakiegoś szczególnego prowadzącego?
Tak. To była epoka oryginałów. Wszyscy ci ludzie trochę szpanowali na dziwaków. Doktor metodologii, Majdański przychodził zawsze w za krótkich spodniach, spod których było widać skarpetki. Pewnego razu miał jedną białą skarpetkę, drugą czerwoną. Myśmy się z tego śmieli. On spytał, dlaczego się śmiejemy. Ktoś mu odpowiedział. Wtedy on popatrzył na skarpetki i wyszedł z sali. Wrócił po chwili i powiedział: „Wiecie co! Byłem w domu. Tam też jest jedna biała, druga czerwona”.
Silili się?
Tak. W filozofii są różne mody, tak jak w dziennikarstwie, czy w polityce. W filozofii była moda na dziwactwo, które dodaje pewnej głębi umysłowi. Nieżycie bieżącymi sprawami, pewna niepraktyczność to były atrybuty podnoszące atrakcyjność w oczach studentów i akademicy to często wykorzystywali.
Był Pan dobrym studentem?
Tak, uchodziłem za wyróżniającego się studenta. Zamiast pięć, studia zajęły mi cztery lata. Od razu po nich zacząłem pracę w PAN-ie i pisanie doktoratu.
Jaki był temat Pana pracy magisterskiej?
Transcendentalna jedność a percepcja u Kanta. To był jeden z podstawowych problemów w filozofii kantowskiej. Mianowicie, dzięki czemu udaje się różnorodne dane zmysłowe zsyntetyzować w pojęcie. Dzięki jakim władzom umysłowym jesteśmy w stanie dokonać syntezy, takiej, że pani widzi ten fotel, nie tylko jako dotyk, kształt, barwę, ale jako przedmiot. To, co powoduję tę zjednoczenie różnych danych, to była ta transcendentna jedność percepcji. Tak w skrócie.
A notatki robił Pan sam, czy pożyczał od kolegów?
Na filozofii takie zachowania nie mają zupełnie sensu. Większość filozofów uważa, że robienie notatek jest bez sensu. Zabija myślenie, które ma tak długo sens, jak nie musi się niczego powtórzyć, wyrecytować, napisać. Sokrates, który był jednym z największych filozofów, tak jak Budda, czy Jezus, nigdy nic nie napisał.
Pewnie też nie ściągał Pan na egzaminach?
Nie. Na filozofii taki poziom zdziecinnienia jest niemożliwy.
Miał Pan jakiś pseudonim?
Nie. Samo moje nazwisko łatwo poddaje się różnym żartom, np. Palifaj.
Gdzie spotykał się Pan ze znajomymi?
W Lublinie żyłem bardzo samotnie. W Warszawie chodziliśmy z profesorami Niecikowskim i Siemkiem do kilku knajp. Jedna z nich była przy Tamce i chyba się nazywała „Złota kaczka”, druga była kawałek dalej przy ulicy Ordynackiej, ale nie pamiętam jej nazwy. Nie było tam żadnego wina. Piło się herbatę, do której wlewało się jakiś likier i gadało.
Jakie używki były dostępne dla studentów?
Było kiepsko. To były czasy głębokiej komuny. Jeżeli się piło, to wódkę. Ja w czasie studiów piłem dosyć mało. To było nietypowe, bo młodzież piła wtedy głównie wódkę. W ogóle dopiero na studiach miałem po raz pierwszy kontakt z alkoholem.
Palenie to była plaga. Wszyscy palili.
Kojarzy Pan jakieś tanie i szybkie danie studenckie?
Nie pamiętam. Ja byłem ciągle głodny, bo miałem wtedy mało pieniędzy. Sprzedawałem wtedy książki, aby kupić coś do jedzenia. W tych latach nic nie było. Jeden rodzaj chleba, jeden rodzaj sera.
Utrzymuje Pan kontakty za znajomymi ze studiów?
Tak. Z Markiem Kamińskim byłem na biegunie. To mój kolega ze studiów w Warszawie. Agata Bielik to moja koleżanka z roku. Ona jest teraz profesorem. Cezary Michalski, zastępca redaktora naczelnego „Dziennika” to też mój kolega. Byliśmy na różnych latach, ale to ta sama grupa wiekowa. Z Lublina to Robert Ogór. On potem dostał paszport i studiował filozofię w Heidelbergu. Ja nie dostałem paszportu. Utrzymuje z nim kontakt, choć może nie jakiś częsty. Paweł Łysak, dyrektor teatru w Bydgoszczy był moim kolegą z roku.
Jak Pan myśli, co robią studenci w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego? Zgadza się Pan z premierem Jarosławem Kaczyńskim?
Czytają oczywiście książki. Nieraz tam zaglądam i widzę pełno ludzi, czytających, dyskutujących. Premier jest w takim wieku, że już nie rozumie młodych ludzi. To właśnie na tym polega, że ludzie się spotykają rozmawiają, to wszystko inspiruje do sięgnięcia po jakąś kolejną książkę.
Czego chciałby Pan życzyć użytkownikom Students.pl i pozostałym studentom?
Wbrew powszechnej tendencji, życzę jak najmniej praktycznego myślenia o własnym życiu, a jak najwięcej rozwijania wyobraźni. Poświęcania czasu na rozwój duchowy, a nie na zarabianie pieniędzy. Studentom filozofii życzę, aby spotkali mistrza, bo w filozofii nie da się iść do przodu, jak się nie ma mistrza.
Rozmawiała Izabela Wancerz
fot. dziennik.pl
Zaloguj się lub zarejestruj 
Lubie go za styl jaki prezentuje

Ale tak właśnie było, garstka chodziła na wykłady i ta garstka zdała, a ci, którzy tylko przekserowali notatki mieli problemy. Filozofię trzeba wysłuchać i wydyskutować, a nie wyczytać.
studenta...może totko-lotko....choć to podatek dla matki głupich

