Film "Człowiek na krawędzi" - recenzja
Marcin Tomaszewski - Film "Człowiek na krawędzi" idealnie wpisuje się trend, że lubimy to, co już widzieliśmy. Bo takich obrazów jak ten Asgera Letha powstało w Hollywood naprawdę sporo. Czym na ich tle wyróżnia się "Człowiek na krawędzi"? Przeczytajcie recenzję. Uwaga, mogą być spoilery!
Podobno to czego najbardziej nie lubimy to fakt, gdy czujemy, że ktoś nas oszukał. Nie ważne jest to jak do tego doszło, ważne, że nas oszukali.
- Polecamy
Część z nas się z oszustwem godzi, a część postanawia rozpocząć walkę o prawdę. I takie poczucie będzie Wam towarzyszyć podczas oglądania filmu "Człowiek na krawędzi".
Nie będę zdradzać więcej, bo to co napisałem powyżej to i tak zbyt dużo. Najważniejsze co musicie wiedzieć to fakt, że Nick Cassidy (Sam Worthington) stanie na krawędzi jednego z budynków w Nowym Jorku i grozi, że rzuci się na ulicę. Ot, typowy samobójca. Jego desperacja trochę zdenerwuje - świetnego jak zawsze - Eda Harrisa, który w filmie Letha wcielił się w postać Davida Englandera, bogatego inwestora. Będzie piękna Genesis Rodriguez, która szczuć będzie płeć brzydką dekoltem oraz scenami w samej bieliźnie. Zobaczycie zmęczoną Elizabeth Banks w roli policjantki Lydia Mercer i Jamiego Bella, który ma na pieńku ze swoim filmowym bratem i nawet przez chwilę zatańczy jak Billy Elliot.
Reżyser wraz ze scenarzystami postanowili przyprawić nas o zawrót głowy dynamicznie filmując zdesperowanego Nicka i obserwujących go gapiów, którzy jak to w Nowym Jorku, przyszli na niezłe przedstawienie. Skoro o scenariuszu mowa to nie wymagajcie od "Człowieka na krawędzi" trzymania się zasad logiki, bo tak naprawdę w wypadku tego filmu ma to drugorzędne znaczenie. Bardziej liczy się to, aby każdy z nas siedział jak na szpilkach oglądając wydarzenia na ekranie. Aby przyklasnąć kolejnej fabularnej wolcie, co z tego, że momentami bez sensu, grunt, że coś się dzieje. Akcja pędzie przed siebie, Genesis ściąga okrycie wierzchnie, a Ed Harris ciska o ścianę prezentami od swoich kolegów. Jak tego nie kochać?
Dlatego z czystym sumieniem mogę "Człowieka na krawędzi" polecić każdemu, kto chce spędzić w kinie "godzinę czterdzieści" bez zbędnego rozwodzenia się na tematy o sens życia, trudy naszej egzystencji na tym padole łez etc., etc. To dobra zabawa, o ile ktoś kupuje konwencję oraz jest w stanie wytrzymać chwilowe braki logiki, które w tej historii pojawiają się jak bąbelki w szklance z colą.
Tytuł: Człowiek na krawędzi
Reżyser: Asger Leth
Kraj/Rok: USA 2012
Dystrybutor: Monolith Films
Zaloguj się lub zarejestruj