Eugeniusz Dębski "Russian Impossible" - recenzja książki
Katarzyna Szczepaniak - Rosja. Krwawe porachunki mafii ze służbami bezpieczeństwa. Porwanie córek kapitana Stukonina. A w samym środku…Cthulhu.
Połączenie prawdziwie karkołomne. Przedwieczni rodem z Lovecraftowskich koszmarów i całkiem współczesny świat rosyjskich gangsterów i celebrytów. O dziwo – połączenie działa. I to działa całkiem nieźle.
Kamil „Moherfucker” Stochard ponownie staje oko w oko ze starym wrogiem. Jednak tym razem marionetkami nie są demoniczni emeryci, lecz gangsterzy, którzy nawet bez pomocy Przedwiecznych mogą narobić wielu problemów. Stochard nie jest sam – działa ramię w ramię z rosyjskimi służbami i genialną, acz niepokorną hakerką. Razem próbują dobrać się do epicentrum Zła. Pomoc, ku zaskoczeniu bohaterów, przychodzi także od samego na wpół legendarnego cara rosyjskiego podziemia przestępczego.
Od zbrodni do zbrodni, od porwania do porwania – niby schodząc do kolejnych kręgów piekła, Stochard wraz z towarzyszami zmierza do rozwikłania zagadki i wyeliminowania wroga. Co będzie czekało na nich w ostatnim kręgu – zwycięstwo czy zagłada? Czy będzie to koniec potyczki? Wreszcie – czy uda się poznać prawdziwą naturę i pochodzenie Zła?
Wiele kwestii pozostaje bez rozwiązania. Wiele elementów wciąż nie do końca się ze sobą łączy.
Dębski nie szczędzi czytelnikowi krwi, intryg i siarczystych przekleństw. Nie szczędzi mu zaskakujących zwrotów akcji, widowiskowych strzelanin i z rozmachem opisanych scen pojedynków między archetypicznym wręcz dobrem i złem. „Russian Impossible” to sensacja w najlepszym wydaniu, okraszona fantastyką, sięgającą do źródeł, lecz te źródła w twórczy sposób przetwarzającą. Kolaż gatunków i konwencji, który przypadnie do gustu zarówno miłośnikom fantastyki, jak i typowej, mięsistej powieści sensacyjnej.
Można mieć jednak jeden poważny zarzut odnośnie nowej powieści Dębskiego. Nie odnosi się on jednak ani do fabuły, ani konstrukcji bohaterów, ani nawet języka. Odnosi się do korekty. Literówki i błędy interpunkcyjne nie są może bardzo liczne, ale bardzo rzucają się w oczy i drażnią (zwłaszcza polonistycznych purystów).
Ten, kto przeczytał książki „Hell-P” i „Moherfucker”, ten zapewne przeczyta i „Russian Impossible”. Ten, kto nie zetknął się wcześniej z Kamilem Stochardem i pomiotem Cthulhu – czytając „Russian Impossible” będzie bawił się równie dobrze.
Zaloguj się lub zarejestruj