Eugeniusz Dębski "Moherfucker" - Cthulhu, wóda i przyjaźń polsko-rosyjska. Recenzja
Redakcja Students.pl - Eugeniusz Dębski bardzo mnie zaskoczył i wystawił moją osobę na jawne zagrożenie ze strony starszych osób, którym tytuł "Moherfucker" może nie przypaść specjalnie do gustu. Szczególnie, gdy stoi się w tramwaju i czyta jego nową książkę, a na jej okładkę spogl...
Eugeniusz Dębski bardzo mnie zaskoczył i wystawił moją osobę na jawne zagrożenie ze strony starszych osób, którym tytuł "Moherfucker" może nie przypaść specjalnie do gustu.
- Polecamy
Szczególnie, gdy stoi się w tramwaju i czyta jego nową książkę, a na jej okładkę spoglądają dwie starsze kobiety w... moherowych beretach. Tak czy inaczej ja nie o swoich prywatnych lękach, a o walce naszych rodaków z Wielkim Przedwiecznym.
Jeżeli czytaliście kiedyś prozę Howarda Phillipsa Lovecrafta, to postać Cthulhu jest Wam nie obca. Jeżeli nie czytaliście, to daję sobie rękę uciąć, że nazwa coś Wam mówi. Wreszcie, jeżeli dwie poprzednie opcje nie mają zastosowania do Waszej osoby, to nic straconego. Cthulhu poznacie czytając "Moherfuckera" Eugeniusza Dębskiego, gdyż wielki Al-Khadhul, to istotna siła decydująca o losach bohaterów książki Dębskiego.
Zacznijmy od początku
Na początku był chaos i wielcy bogowie, którzy są mocno na nas wkurzeni, choć nie wiemy specjalnie dlaczego. Jednym z nich jest Cthulhu, który uśpiony stara się powrócić do naszego świata, aby skąpać go w krwi i innych wydzielinach bez bliżej sprecyzowanego celu. Na szczęście dla nas są ludzie tacy jak Kamil Stochard, agent ABW, którego poznaliśmy przy okazji poprzedniej książki Dębskiego "Hell-P". Kto nie miał styczności ze Stochardem powinien wiedzieć, że to właśnie on jest tytułowym "Moherfuckerem", a swój przydomek zawdzięcza zwalczaniu staruszek opętanych przez złe moce.
Stochard to specjalista pełną gębą, który ma dwudniowy zarost, zna się na broni i jest typem herosa zmęczonego. W wyniku decyzji podjętych na przysłowiowej "górze" zostaje przeniesiony do pomocy naszym braciom i siostrom ze wschodu. Ci mają konkretny problem ze staruszkami rozszarpującymi młodych wyrostków na ulicach. Wiedzą, że dzieje się coś niedobrego, ale nie bardzo wiedzą jak to nazwać i tu na scenę wkracza nasz rodak, którego pojawienie się w Petersburgu będzie pretekstem do wylania hektolitrów krwi i wódki (niekoniecznie w tej kolejności), poznania tajemniczych sekt i licznych strzelanin.
Jak jest?
Jak mawiają młodzi ludzie "jest grubo". Przekleństwa, flaki, jeszcze trochę flaków i wódka. Przyjaźń polsko-rosyjska w rozkwicie, a my czytelnicy delektujemy się dosadnymi opisami i wartką akcją. Nasi bohaterowie muszą kombinować jak ubić guimona, a przy tym samemu nie zginąć o co naprawdę trudno, gdyż istoty te dysponują konkretnymi atutami przemawiającymi za tym, że odbieranie życia biednym człowieczkom jest dla nich bułką z masłem. Kryminał miesza się z fantastyką, horrorem i czarną komedią, strony znikają w błyskawicznym tempie, a my zastanawiamy się, czemu to wszystko tak szybko się kończy. Dębski naprawdę sprawnie prowadzi historię, która może dla wielu wydać się kiczowata, ale kto by się nimi przejmował, pewnie i tak są guimonami.
Zakończenie pozostawia spory niedosyt i lekkie poczucie pustki, jednak mam dobrą wiadomość, to nie będzie ostatnia książka z cyklu, który nabiera coraz większych rumieńców i na pewno wypada go polecić innym. Ja polecam, bo przy "Moherfuckerze" bawiłem się naprawdę dobrze i nie przeszkadzały mi przy tym nawiązania do naszej rzeczywistości politycznej.
Na koniec napiszę tylko, że Dębski to najwyższa półka autorów fantasy, których znać wypada nawet wtedy, gdy z powodu jego nowej książki gonią cię wściekłe staruszki. W końcu sztuka wymaga poświęceń...
Marcin Tomaszewski
Tytuł: Moherfucker
Autor: Eugeniusz Dębski
Kraj/Rok: Polska 2010
Wydawnictwo: Runa
Zaloguj się lub zarejestruj 