Tadeusz Cegielski "Morder...
1 dni temuKsiążkaWarszawski profesor historii autorem pasjonującego kryminału! Akcja Morder... [dalej]
Przeczytano 48 razy | 0 KomentarzeNatasha Beaulieu "Szkarła...
2 dni temuKsiążkaKONKURS„Szkarłaty Anioł” jest pierwszą częścią trylogii gotyckiej kanadyjskiej pi... [dalej]
Przeczytano 623 razy | 3 KomentarzeSylwia Siedlecka "Szczeni...
4 dni temuKsiążkaSzczeniaki – prozatorski debiut Sylwii Siedleckiej – to zbiór opowiadań po... [dalej]
Przeczytano 113 razy | 0 Komentarze
Jakub Ćwiek "Krzyż Południa. Rozdroża" - burząc pewien mit. Recenzja
1 miesięcy temuKsiążka
Akcja najnowszej książki Jakuba Ćwieka "Krzyż Południa. Rozdroża" rozgrywa się podczas Wojny Secesyjnej, która odbierała życia dzielnych obywateli USA w latach 1861-1865. Tło historyczne bardzo interesujące, jednak w polskiej literaturze rzadko wykorzystywane. Dlatego już dla samego faktu wojny domowej warto po "Krzyż Południa. Rozdroża" sięgnąć. Jednak od razu uprzedzam, że historia Crossa w żadnym wypadku za podręcznik historii uchodzić nie może. I to jest właśnie piękne.
Wszystko zaczyna się 19 października 1863 roku w Dobson w Wirginii. Wtedy poznajemy kilku kluczowych bohaterów, którzy na tytułowych Rozdrożach wprowadzą Was niuanse nowej powieści Ćwieka, by później w leniwej atmosferze przenieść się do pewnego klubu dla bogatych plantatorów z południa. I to właśnie od wizyty w klubie akcja zaczyna nabierać potrzebnego każdej książce rozpędu.
Bo czym jest "Krzyż Południa", ano tym, co można nazwać "antywesternem", czyli historią burzącą obraz dzielnych Unitów i jeszcze dzielniejszych Konfederatów. Ludzi bijących się o to, co nazywają Sprawą zarówno z jednej jak i z drugiej strony. I w zasadzie już na samym początku przekonamy się, że tytułowy Jeremiah Cross, którego wszyscy znają jako Krzyż Południa, nie jest głównym bohaterem książki, choć na początku właśnie takie wrażenie można odnieść brnąc przez pierwsze strony.
Skoro jesteśmy przy postaci Crossa, to trzeba napisać, że skojarzenia z Eastwoodem są jak najbardziej na miejscu. Ironiczny uśmiech, szorstki w obejściu, typ zimnego drania, którego mimo wszystko nie sposób nie lubić. Takich kinowych zagrywek (o ile można tak napisać o książce) jest w "Krzyżu Południa" dużo więcej. W zasadzie czytając odnosimy wrażenie, że Ćwiek puszcza do nas oko i bawi się konwencją znaną z takich kinowych hitów jak "Północ - Południe" czy "Przeminęło z wiatrem". Wszystko jednak oblane jest sosem na modłę spaghetti westernu.
I to takiego, w którym będzie miejsce dla starych bogów, voodoo, nowinek technologicznych i nawet jednego rodaka autora i jego czytelników.
We wszystkim, co mi się w tej książce podobało jest jedna rzecz, której wybaczyć autorowi nie mogę. To, że postanowił swoją historię urwać w momencie, który aż prosi się o dalszy ciąg. Ten ma wprawdzie nastąpić, jednak czytelnik i tak pozostaje z niedosytem i to naprawdę dużym pragnieniem poznania reszty historii. Tym bardziej, że wiele wątków Ćwiek tylko w "Krzyżu Południa" poruszył następnie urywając je brutalnie i wprowadzając lekki zamęt, gdyż zaciekawieni tym, co stanie się dalej np. z pewnym czarnoskórym jegomościem, pozostawieni zostajemy jak to dziecko na wielkim dworcu, którego rodzice poszli szukać kas. Choć z drugiej strony jedno dziecko zacznie płakać, a inne dzielnie ruszy zwiedzać obcy świat. I tak pewnie będzie i z czytelnikami.