• Zarejestruj się
  • Rejestracja Reklamodawcy
  • Logowanie
Szukaj
Najnowsze artykuły
27. Maj 2010, 15:37 Książka

Bardzo brzydka historia Brytanii – „Zimowy monarcha”

Redakcja Students.pl - Bernard Cornwell, pisarz szalenie popularny w Wielkiej Brytanii, nie ma w Polsce specjalnego szczęścia. Najpierw wydawał go Amber, potem nieistniejące już Wydawnictwo Da Capo, a jakiś czas temu Instytut Wydawniczy Erica (znany głównie z cieszących się popularnością p...

Bardzo brzydka historia Brytanii – „Zimowy monarcha”

Bernard Cornwell, pisarz szalenie popularny w Wielkiej Brytanii, nie ma w Polsce specjalnego szczęścia. Najpierw wydawał go Amber, potem nieistniejące już Wydawnictwo Da Capo, a jakiś czas temu Instytut Wydawniczy Erica (znany głównie z cieszących się popularnością powieści Svena Hassela oraz rozmaitej literatury okołowojennej) utopił w sposób przepiękny dwa pierwsze tomy kultowej w Anglii serii o przygodach Richarda Sharpa.

Po doświadczeniach (smutnych) z „Łupami” i „Trafalgarem”, po bardzo umiarkowanym sukcesie książek „Hellequin: Jeźdźcy z piekieł” oraz „Wagabunda”, przyszła pora na odgrzewanie raz już spreparowanych kotletów. Zapewne w imię zasady, że kotlety wszyscy lubią.

„Zimowy monarcha” to kolejna z nieprzeliczonej rzeszy książek o królu Arturze, ukochanym władcy pisarzy, scenarzystów i producentów filmowych. Temat oklepany do bólu, na dodatek książka miała już swoją premierę w Polsce (1997), ale nie doczekała się wznowienia, bo wydawnictwo wyzionęło ducha. Umieszczone na pierwszej stronie okładki hasło nie pozostawia złudzeń, z czym mamy do czynienia. Z legendą. Znaną wszystkim legendą o monarsze od miecza w kamieniu.

Problem w tym, że „Zimowy monarcha” legendą nie jest. Cornwell, specjalista od powieści parahistorycznych, znawca okresu wojen napoleońskich, facet odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego, nie pokusił się wcale o napisanie nowej, lepszej wersji mitu. Zamiast, jak Bozia przykazała, smęcić o Pani Jeziora, wielkim czarodzieju Merlinie i gromadzie honorowych rycerzy w lśniących zbrojach płytowych, postanowił opowiedzieć o tym, jak wyglądała Brytania w V wieku po narodzinach Chrystusa. Okres historycznie ciekawy, pogaństwo ustępuje miejsca religii chrześcijańskiej, a podzielona na skłócone królestwa Brytania nie radzi sobie z najazdami Sasów. Wojna, wojna, wojna – bezpardonowa, wykastrowana z honoru i zdecydowanie daleka od humanitarnej wojna o władzę, wpływy, panowanie nad znanym światem. Narratorem powieści jest Derfel, cudem ocalony z druidzkiego dołu chłopiec, który stanie się później żołnierzem Artura.

W „Zimowym monarsze” szlag spektakularny trafia cały ten popularny sztafaż właściwy choćby „Mgłom Avalonu” Zimmer Bradley, czy „Pendragonowi” Stephena Lawheada. Autor skoncentrował się na jak najwierniejszym odwzorowaniu świata, pominął właściwie elementy magiczne i napisał coś, co powinno określać się mianem powieści historycznej albo parahistorycznej, książki o dziejach Brytanii z elementami fantasy. Coś z klasycznej opowieści o Arturze oczywiście zostało, choćby bohaterowie – w „Zimowym monarsze” pojawiają się wszyscy najbardziej znani.

Mamy wiec wspomnianego już Merlina, mamy jego kochankę, Nimue, mamy Morganę oraz całą plejadę postaci o znanych imionach. Tyle tylko, że, choć imiona pozostają te same, bohaterowie są jakby odmienieni. Artur nie jest perorującym z piedestału przystojnym geniuszem, Merlin bardziej niż maga przypomina rozkochanego w gusłach, a jednak wciąż zręcznego polityka, a Nimue staje się pewną siebie, egoistyczną i przebiegłą kobietą, której siła płynie z wiedzy na temat emocji kierujących ludzkimi poczynaniami.

Bernard Cornwell nie jest pisarzem na miarę Nagrody Nobla, ale jest, co trzema mu przyznać, znakomitym rzemieślnikiem. Dobrze wie, w jaki sposób konstruować opowieść, by trzymała w napięciu, zna się na tworzeniu przekonujących, niejednoznacznych bohaterów i potrafi sklecić opis, który nie wywołuje w czytelniku chęci jak najszybszego przerzucenia strony. „Zimowy monarcha” jest po prostu wnikliwie przemyślaną, starannie napisaną powieścią popularną przybliżającą pewien okres w dziejach Brytanii. Jest w niej miejsce na akcję (opisy walk są znakomite, z tego zresztą Cornwell jest znany), na trochę emocji, informacji na temat życia codziennego w V wieku, czy ówczesnej kultury. Król Artur zaś...

Król Artur nie jest tutaj najważniejszy. Jeśli kogoś ciekawi taka odbrązowiona wersja legendy albo ma ochotę na niemal 600 stron inteligentnej rozrywki, może sięgnąć po „Zimowego monarchę”, a zapewne również po kolejne tomy trylogii – nie powinien się poczuć zawiedziony. Książka jest ładnie wydana (widać ogromny skok jakościowy w porównaniu choćby z „Wagabundą”), tłumaczenie jak najbardziej poprawne (Erica skorzystała ze starego przekładu Jerzego Żebrowskiego), błędów korektorskich niewiele.

Prawdę mówiąc, „Zimowy monarcha” to chyba najciekawsza wersja dziejów Artura, z którą miałam do czynienia w ogóle i jedna z najlepszych powieści fantasy, które można w tej chwili nabyć w tak zwanej ciągłej sprzedaży. Szkoda tylko, że napis „legenda o królu Arturze” może zniechęcić do lektury tych, którym dzieje wspaniałego monarchy wyszły już nosem.

Martyna Tarkowska

Tytuł: Zimowy Monarcha

Autor: Bernard Cornwell

Kraj/Rok: Wielka Brytania 2010

Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica

Komentarze
Zaloguj się lub zarejestruj
pang
pang 04.07.2010 o godz. 12:21
Jestem w trakcie lektury książki i muszę przyznać że nie można się od niej oderwać. pasjonująca
Ania16
Ania16 02.07.2010 o godz. 13:49
no zobaczymy , kto wygra
gabrjella
gabrjella 02.07.2010 o godz. 00:32
też jestem ciekawa. Recenzja wydaje się być dobra, także zobaczymy.
Ania16
Ania16 09.06.2010 o godz. 18:13
no ciekawa jestem tej książki