• Zarejestruj się
  • Rejestracja Reklamodawcy
  • Logowanie
Szukaj
Najnowsze artykuły
27. Kwiecień 2010, 17:36 CD / Winyl

Cypress Hill "Rise Up" - rewolucji nie ma. Recenzja

Redakcja Students.pl - Wszyscy fani Cypress Hill musieli czekać na "Rise Up" całe sześć lat. Wydany w 2004 roku album "Till Death Do Us Part" pozostawił wspomnianych fanów z lekkim niesmakiem i jednym wielkim hitem, który grały praktycznie wszystkie szanujące się stacje radiowe w Polsce, czy...

Cypress Hill "Rise Up" - rewolucji nie ma. Recenzja

Wszyscy fani Cypress Hill musieli czekać na "Rise Up" całe sześć lat. Wydany w 2004 roku album "Till Death Do Us Part" pozostawił wspomnianych fanów z lekkim niesmakiem i jednym wielkim hitem, który grały praktycznie wszystkie szanujące się stacje radiowe w Polsce, czyli "What's your number". Niestety sukces tego kawałka nijak miał się do jakości albumu, który był krótko mówiąc słaby. "Rise Up" ma być powrotem do formy, czy tak faktycznie jest? Przeczytajcie recenzję.


Jeżeli na co dzień słuchacie rocka i metalu, to Cypress Hill na pewno jest składem, który może sprawić, że przystaniecie przy rapie na trochę dłuższą chwilę. Może, choć nie musi, ale jak mawiają górale znać go trzeba. Szczególnie, że przez lata ich muzyka stała się mocno rozpoznawalna. Charakterystyczny klimat każdego utworu przynosi na myśl dobre imprezy w oparach marihuany. Wszystko to jest tak mocno związane z dokonaniami muzyków, że brak tego klimatu powoduje, iż czuję się, jak bez ręki.

I tak właśnie było w przypadku siódmego krążka Cypress Hill, czyli "Till Death Do Us Part", który nagrywany był zgodnie z zapowiedziami o obraniu nowej drogi. Było, bo od czasu premiery minęło sześć lat, a teraz liczy się głównie "Rise Up" i pewna iskierka nadziei.

Dobre dobrego początki

Pierwsze kawałki z "Rise Up" to "It Ain't Nothin" i tytułowy utwór, w którym pojawił się Tom Morello z Rage Against The Machine. I to był zwiastun, że będzie przynajmniej poprawnie. Później pojawiły się fragmenty utworu z innym weteranem ciężkiego grania, perkusistą System of a Down Daronem Malakianem i już wiedziałem, że po "Rise Up" trzeba będzie sięgnąć.

Wspomniane nadzieje potwierdziła dopiero wielokrotnie powtarzana sesja z nowym dziełem CH. I tu dochodzimy do momentu, w którym fani niczym Morze Czerwone rozstąpią się w dwie strony. B-Real i spółka znani są z tego, że rap łączą właśnie z instrumentalnymi wstawkami, jednak na nowej płycie niczego nowego w tym temacie nie wymyślili. Jest poprawnie, czyli bez rewolucji, o której można było po cichu marzyć. Ci "ciężsi gatunkowo" goście dobrani zostali sensownie, tak by wyzwolić w kolejnych utworach rockowy pazur. Ci trochę lżejsi, jak między innymi Mike Shinoda z Linkin Park, mają zapewnić radiowy szlif kawałkom, w których się pojawiają. W końcu "Carry Me Away" to idealny numer właśnie dla stacji radiowych, w których nie koniecznie musi się pojawić "Trouble Seeker" z Malakianem.

Oprócz wspomnianych naprawdę dobrze jest posłuchać Everlasta w kawałku "Take My Pain" czy typowo cypressowe "Light It Up" i "Get 'Em Up". Z wszystkich wymienionych utworów moimi faworytami i tak pozostają "Get It Anyway" i "Armada Latina", w której gościnnie pojawił się Pitbull. Oba kawałki mocno bujają i napawają niespodziewanym optymizmem (niespodziewanym, bo optymizm i te dwa kawałki na pierwszy rzut oka nie idą pod rękę).

Nowa droga

Cypress Hill trzymają się swojego postanowienia, że nie będą w stu procentach kopiować swoich dokonań z pierwszych płyt. Dlatego nie znajdziecie na tej płycie wspomnianego klimatu, jak z zasnutego dymem klubu. Otrzymacie za to solidny album, który pozwala wierzyć, że droga wybrana przez muzyków zaczyna prezentować nam coraz lepsze widoki na przyszłość.

W końcu "Rise Up" to przebojowy album, który jak stary mistrz nie zaskoczy Was niczym, ale pewien poziom trzyma.


Marcin Tomaszewski

Tytuł: Rise Up

Artysta: Cypress Hill

Kraj/Rok: USA 2010

Wydawnictwo: EMI Music

Komentarze
Zaloguj się lub zarejestruj
Zuczek
Zuczek 28.04.2010 o godz. 00:34
w sumie lubilam te zasnute dymem kawałki, ale zobaczymy jak to im wyszło