Film "Wyspa tajemnic" - recenzja nowego dzieła Martina Scorsese
Redakcja Students.pl - Początek jak z dobrze zapowiadającego się horroru. W takie rejony przeniósł widza Martin Scorsese w swoim kolejnym thrillerze pt. "Wyspa Tajemnic". Do tak mrocznych obszarów ten jeden z największych reżyserów współczesnego kina w swojej twórczości jeszcze nie docier...
Początek jak z dobrze zapowiadającego się horroru. W takie rejony przeniósł widza Martin Scorsese w swoim kolejnym thrillerze pt. "Wyspa Tajemnic". Do tak mrocznych obszarów ten jeden z największych reżyserów współczesnego kina w swojej twórczości jeszcze nie docierał. Chcąc swoje spostrzeżenia dotyczące tego obrazu ubrać w metaforę to mógłbym go porównać do balonu, który nadmuchiwany powiększa się do coraz większych rozmiarów i unosi szybko do góry. Film "Wyspa Tajemnic" w kinach od 26 marca 2010.
Jest jednak nieszczelny i w miarę upływu czasu coraz niżej dryfuje nad ziemią. Tak moim zdaniem jest z „Wyspą tajemnic”, która od pierwszych minut intryguje i niepokoi. Widz z takimi uczuciami łatwo daje się wciągnąć w tą, delikatnie mówiąc, chorobliwą historię. A potem? Coś zaczyna uchodzić z tego balonu i sprawia, że te pierwsze napięcie było tym ostatnim.
Czytaj więcej
- Martin Scorsese odnawia stare filmy
- "Wyspa Tajemnic" - film króluje w USA
- Dennis Lehane "Miasto niepokoju"
Kierownictwo szpitala nieskore do współpracy z biegu wydaje się podejrzane. Ich retoryka jest mglista, jak mglista jest aura za oknami szpitala, gdzie szaleje huragan uniemożliwiający wydostanie się z wyspy. Kolejne wątki to już niebezpieczna wyprawa w głąb chorej ludzkiej duszy. Nic nie jest oczywiste a próbując oddzielić prawdę od fikcji widz zaganiany jest w ślepy zaułek. Agent Daniels odkrywa mroczna tajemnicę szpitala. Jednak czy nie okazuje się ona jego halucynacją? Takich pytań jest wiele. Powstaje gąszcz z którego staramy się wyplątać.
Rzeczywistość staje się snem, a makabryczne wizje i wspomnienia starają się związać fabułę. Próbowałem się w nich odnaleźć, jednak twórca filmu wyraźnie postarał się o to, by mi to uniemożliwić mimo, iż same zakończenie jest przewidywalne. Z biegiem czasu emocje stawały się coraz to mniej intensywne, a scena końcowa tylko w części satysfakcjonuje. Wszystko za to utrzymane w doskonałej scenerii jak przystało na znakomitego Martina Scorsese. To ona utrzymuje w ryzach całą tą opowieść, bo bez niej powietrza we wspomnianym balonie dawno już by nie było.
OCENA 7/10
Marcin Michalski



Zaloguj się lub zarejestruj 