"Muniek" - dla kogo jest ta płyta?
Redakcja Students.pl - Za tekst o solowej płycie Muńka Staszczyka zabrałem się celowo po mojej rozmowie z samym artystą. Dlaczego? Bo miałem kilka pytań, na które odpowiedzi miały rozjaśnić mi cel powstawania tej płyty. No bo niby po co artysta o takim dorobku chce w ogóle nagrać płytę...
Za tekst o solowej płycie Muńka Staszczyka zabrałem się celowo po mojej rozmowie z samym artystą. Dlaczego? Bo miałem kilka pytań, na które odpowiedzi miały rozjaśnić mi cel powstawania tej płyty. No bo niby po co artysta o takim dorobku chce w ogóle nagrać płytę solo? Dla rozrywki, dla pieniędzy? I jak należy patrzeć na nią z punktu widzenia dokonań macierzystej formacji? Takie pytania się urodziły, ale po rozmowie z Muńkiem szybko umarły.
W każdym obszarze sztuki możemy spotkać artystów, którzy żyją tym co robią. Są z tym na tyle mocno związani, że nie wyobrażają sobie, aby zająć się czymś innym.
I co z tego, że na przykład taka "Tina" to jak w pysk strzelił wczesne T.Love. To po prostu efekt tego, że w końcu piosenkę stworzyli ludzie, którzy z T.Love zaczynali. Recepta na resztę jest prosta. "Olać", co ktoś sobie pomyśli i robić swoje.
Dzięki takiemu podejściu na "Muńku" znajdziecie utwory, który stanowią prawdziwe spektrum muzyki rozrywkowej. Od disco w "Starym Boy'u", przez ska w całkiem przyjemnie bujającej "Njutelli Marcelli" (gościnnie Kora), aż do nawiązań do klasycznego rocka prosto z Wysp Brytyjskich w "Georgie Brown". Jak dorzucicie do tego ciekawy duet z Anną Marią Jopek ("Dzieje grzechu") i przynoszące na myśl Toma Waitsa "Ring Dong" to owo spektrum staje się bardziej niż kompletne. Jednocześnie próżno na tej płycie szukać popularnej ostatnio elektroniki czy innych rzeczy, które powszechnie uważane są za "trendy", "jazzy" czy nawet "bluesi".
Jak zwykle dobrze wypadają teksty, które od lat stanowią o sile Staszczyka (przynajmniej moim zdaniem). Jednocześnie nie nazwał bym Muńka bardem, to raczej wdzięczny obserwator, który w warstwie lirycznej potrafi zamknąć sporo prawdy o nas samych. Bez poezji, pięknych słówek i cytowania Słowackiego. Bez tego wszystkiego, ale chyba właśnie dzięki temu jest bardziej prawdziwie. W końcu nikt inny, tak jak on, nie pisze o problemach dotykających pewną parę, o bratobójstwie czy seksualnych podbojach statusiałych facetów po czterdziestce.
"Muniek" to płyta, której się słucha. Która nie męczy nawet, jeżeli tak jak ja nie jest się tak zwanym "fanem okazjonalnym" i właśnie dzięki temu solowy projekt lidera T.Love ma większe zadatki na hit, niż nie jedna skrojona pod sukces produkcja.
To dla kogo w końcu jest ta płyta?
Odpowiedź będzie banalna. Ona jest dla każdego, kto lubi posłuchać mądrego rock'n'rolla. Dla każdego, kto chce, aby czasem zrobiło się przyjemnie, choć niekoniecznie łatwo. Jest dla fanów T.Love i dla kompletnych "t.lawowych" ignorantów. Dla młodych i starych, dla kobiet i mężczyzn. Po prostu dla każdego. Banał, ale czasem przyjemnie coś takiego napisać.
Marcin Tomaszewski
Zaloguj się lub zarejestruj