Więcej artykułów
Soulfly "Omen" - recenzja

Soulfly "Omen" - recenzja

6 godzin temuMuzykaCD / Winyl

Pamiętam pierwszą płytę Soulfly, ta okładka, to zdjęcie, robiło to wrażeni... [dalej]

Przeczytano 45 razy | 0 Komentarze
Acid Drinkers "Fishdick Zwei" - recenzja Cz.II

Acid Drinkers "Fishdick Z...

7 godzin temuMuzykaCD / Winyl

Kiedy w sieci pojawił się „Seasons In The Abyss” Slayer w wersji country -... [dalej]

Przeczytano 71 razy | 1 Komentarze
Acid Drinkers "Fishdick" - recenzja Cz.I

Acid Drinkers "Fishdick" ...

9 godzin temuMuzykaCD / Winyl

Acid Drinkers, jeden z najwspanialszych zespołów metalowych w Polsce. Rola... [dalej]

Przeczytano 80 razy | 0 Komentarze
Sade "Soldier of Love" - powrót po dziesięciu latach

Sade "Soldier of Love" - powrót po dziesięciu latach

7 miesięcy temuCD / Winyl

Sade wraca po dziesięciu latach milczenia krążkiem "Soldier of Love". Niestety, nie przekona nim do siebie nowej publiczności. Na swoim najnowszym albumie wokalistka stara się bowiem nie wychodzić zbytnio poza wypracowaną na początku kariery formułę miłego, bardzo bezpiecznego popu, z elementami soulu i jazzu i prostymi, emocjonalnym przekazem.


Aż trudno uwierzyć, że jej staż w muzyce popularnej może być porównywalny do Madonny czy Whitney Houston.

Czytaj więcej

W końcu przez blisko 25 lat kariery nagrała zaledwie sześć albumów, a swój najlepszy okres zaliczyła mniej więcej na przełomie lat 80. i 90. dzięki takim przebojom, jak m.in. "Smooth Operator" i "The Sweetest Taboo". Nie stała się jednak na tyle wyrazistą postacią w popkulturze, żeby ktokolwiek próbował ją w tym czasie zastąpić, i nie wpłynęła jakoś znacząco na rozwój muzyki. Za to wychowała sobie grono dziś już dorosłych słuchaczy, którzy głównie z sentymentu sięgnęli w 2000 roku po album "Lovers Rock" i teraz też będą chcieli się powzruszać przy "Soldier of Love". Pierwszemu od dekady albumowi studyjnemu Sade zabrakło niestety całej magii dawnych przebojów piosenkarki.

Elegancka nuda

Niestety tak jak fani Sade niewiele od niej oczekują, tak ona sama wydaje się nie stawiać sobie już zbyt dużych wyzwań. Na najnowszym albumie znów stara się zbytnio nie wychodzić poza wypracowaną przez siebie na początku kariery formułę miłego, bardzo bezpiecznego popu, z elementami soulu i jazzu oraz z prostymi, emocjonalnym przekazem. Słychać to chociażby w sentymentalnej balladzie "Long Hard Road", która mogłaby równie dobrze powstać też dziesięć, dwadzieścia lat temu, czy w "Skin" z dość staroświeckim podkładem elektronicznym.

Oczywiście w większości utworów gitary akustyczne i elektryczne brzmią niezwykle elegancko, podobnie aranżacje sekcji instrumentów smyczkowych i partie klawiszy budują odpowiedni klimat dla charakterystycznego głosu wokalistki. Jednak za sprawą zachowawczego charakteru kompozycji i niemal sterylnego studyjnego brzmienia przychodzą na myśl niepokojące skojarzenia z estetyką pogardliwie nazywaną dzisiaj smooth jazzem.

Dokończenie recenzji znajdziesz na Dziennik.pl
Jacek Skolimowski

Tytuł: Soldier of Love

Artysta: Sade

Kraj/Rok: Nigeria 2010

Dystrybutor: Sony Music




Komentarze
drukareczka
drukareczka 6 miesięcy temu
super, że wróciła w takim ładnym stylu
juka9
juka9 6 miesięcy temu
Świetna, subtelna płyta.
Blacky9
Blacky9 7 miesięcy temu
Naprawdę piekne i nastrojowe, dobre nawet na nudę
wiefioorah
wiefioorah 7 miesięcy temu
Elegancka nuda? Nie zgodziłabym się. Są to miłe, nastrojowe ballady, które kojarzą mi się z czasem, kiedy późnym wieczorem po zajęciach leżąc w łóżku przy zduszonym świetle lampki do nauki i relaksując się po ciężkim dniu słuchałam jej piosenek... uważam, że są interesujące, choc spokojne. I w tym tkwi ich siła