Tadeusz Cegielski "Morder...
1 dni temuKsiążkaWarszawski profesor historii autorem pasjonującego kryminału! Akcja Morder... [dalej]
Przeczytano 48 razy | 0 KomentarzeNatasha Beaulieu "Szkarła...
2 dni temuKsiążkaKONKURS„Szkarłaty Anioł” jest pierwszą częścią trylogii gotyckiej kanadyjskiej pi... [dalej]
Przeczytano 623 razy | 3 KomentarzeSylwia Siedlecka "Szczeni...
4 dni temuKsiążkaSzczeniaki – prozatorski debiut Sylwii Siedleckiej – to zbiór opowiadań po... [dalej]
Przeczytano 113 razy | 0 Komentarze
Volker Schlöndorff "Światło, cień i ruch. Moje życie i moje filmy" - recenzja
8 miesięcy temuKsiążka
Wybitny niemiecki reżyser doczekał się u nas swego rodzaju benefisu. Na ostatnim festiwalu Plus Camerimage uhonorowano go nagrodą za całokształt twórczości, teraz po polsku ukazała się autobiograficzna książka Volkera Schlöndorffa . Lektura obowiązkowa nie tylko dla kinomanów. Publikacją jednak najważniejszą jest polskie wydanie autobiograficznej książki Schlöndorffa". Światło, cień i ruch. Moje życie, moje filmy".
Książki znakomitej, odbiegającej od klasycznej wspomnieniowej formuły. Owszem, Schlöndorff trzyma się chronologii własnych losów, ujmuje własne życie w ramy żywej narracji.
Opowiada o wojennym i tuż powojennym dzieciństwie spędzanym w Bierbich i Schlangenbadzie pod Wiesbaden, o szkole i jezuickim internacie we Francji, o młodzieńczych lekturach, początkach filmowej kariery we Francji, o terminowaniu u Louisa Malle’a, Jean-Pierre’a Melleville’a i Jeana Renoira, o kulisach realizacji swoich własnych filmów, o długoletnim związku z Margeritte von Trottą, o przyjaźniach z Guenterem Grassem, Heinrichem Boellem, Arthurem Millerem, Maksem Frischem, których dzieła przenosił na ekran, o podróżach i politycznych postawach.
Schlöndorff potrafi opowiadać. Barwnie, potoczyście, własnym charakterem pisma. Potrafi uciec w anegdotę, a to o wyzwolonym trybie życia Brigitte Bardot, a to o gwiazdorskich manierach Daniela Olbrychskiego, a to o ekscentryzmie Melleville’a, a to o własnych miłosnych i erotycznych frustracjach. Ale jego narracja od początku wykracza bardzo daleko poza faktograficzno-humorystyczne gawędy bywałego w świecie filmowca. Właściwie każdy rozdział pisze Schlöndorff po coś. Podporządkowuje pisanie rozliczeniu się z samym sobą, ze światem i ludźmi, łączy formułę kronikarskiego zapisu z refleksją psychologiczną, socjologiczną, a w końcu z bezlitosnym autokomentarzem do własnej twórczości.
Dokończenie recenzji znajdziesz na Dziennik.pl
Wojtek Kałużyński