• Zarejestruj się
  • Rejestracja Reklamodawcy
  • Logowanie
Szukaj
Najnowsze artykuły
5. Listopad 2009, 11:58 CD / Winyl

Slayer "World Painted Blood" - recenzja

Redakcja Students.pl - Recenzja "World Painted Blood" Slayera to dla mnie mordęga. Wszystko przez to, że pomimo bycia fanem tego zespołu, kompletnie nie wiem, co o "World Painted Blood" mogę sensownego napisać. Jednak, aby nikogo nie zniechęcić napiszę na wstępie tyle: "World Painted Blood" t...

Slayer "World Painted Blood" - recenzja

Recenzja "World Painted Blood" Slayera to dla mnie mordęga. Wszystko przez to, że pomimo bycia fanem tego zespołu, kompletnie nie wiem, co o "World Painted Blood" mogę sensownego napisać. Jednak, aby nikogo nie zniechęcić napiszę na wstępie tyle: "World Painted Blood" to płyta dobra, a nawet bardzo dobra. Wszystko przez to, że skoro mnie Slayer nie zmęczył to znaczy, że z nowym albumem wcale nie jest tak źle, jak myśleli niektórzy fani. Zresztą przeczytajcie recenzję.


Zmagania z legendą

Pisanie, że Slayer to kanon metalu jest truizmem, za który należy się ekskomunika ze świata muzyki. Każdy, kto choć trochę interesuje się graniem mocniejszym niż wycie Piotra Kupichy z Feela, zdaje sobie sprawę z tego, że na świecie są cztery kapele thrash metalowe: Metallica, Megadeth, Anthrax i Slayer. Każdy z tych zespołów ma w swoim dorobku opus magnum, czyli album, który przewrócił muzykę do góry nogami. Dla Metalliki to "Master of Puppets", Megadeth ma swoje "Symphony of Destruction", Anthrax "Among the living", a Slayer "Reign in Blood".

Przeczytaj recenzję "Death Magnetic" Metalliki

Wspominam o tym głównie dlatego, że każdy z nich zmaga się z własną legendą i oczekiwaniami. Metallica wydając "Death Magnetic" im sprostała (zresztą, słuchając "World Painted Blood" mam wrażenie, że to trochę ostrzejsze "Death Magnetic"), Megadeth nagrało "Endgame", które pokazało, że zespół ciągle jest w formie. Anthrax ostatni album wydali w 2003 roku, ale już 23 listopada pojawi się "Worship Music", na który czekam z niecierpliwością. Na Slayerze spoczywa piętno "Reign in Blood". Albumu tak dobrego, że wstyd mówić inaczej. Skoro nie można nagrać drugiego "Reign in Blood", to należy spróbować czegoś nowego.

Kliknij i przeczytaj recenzję Megadeth "Endgame"

I z takiego założenia wyszli muzycy Slayera. Słuchają "World Painted Blood" nie spodziewajcie się powtórki z wspomnianego "Reign in Blood" czy "Seasons In The Abyss". To twórcze rozwinięcie "Christ Illusion" i "God Hate Us All". Dowodem na to jest już utwór tytułowy, który riffem nie koniecznie musi kojarzyć się z poprzednimi dokonaniami zespołu. Zresztą gdybyśmy rozłożyli album na części, wyjdzie na to, że w wielu utworach nie mam tak wiele "Slayera w Slayerze". Przykładem tego może być "Playing with Dools", w którym możecie posłuchać, jak brzmi Tom Araya, kiedy nie wydziera się do mikrofonu (skojarzenia z "Jihad", jak najbardziej wskazane).

Całe "World Painted Blood" w 6 minut - kliknij i posłuchaj

Utwory takie jak znany już "Hate Worldwide" czy "Snuff" udowadniają, że zespół zmierza w kierunku większej motoryki brzmienia. Zauważycie to głównie, gdy wsłuchacie się w to, co wyprawia Lombardo na swoich garach. Wypadkową tego procesu jest fakt, że zawiodą się ci, którzy szukają starego Slayera. Chociaż i oni znajdą coś dla siebie. Na przykład takie "Psychopathy Red", które ma siłę walca i pędzi od samego początku niczym rozpędzony pociąg. Czy "Not Of This God", które zamyka album z należytym wykopem.

Kto się zdenerwuje?

Jednak w tych wszystkich pozytywach można znaleźć kilka rzeczy, które sprawiają, że niektórzy (a obawiam się, że takich osób będzie naprawdę dużo) będą bardzo zawiedzeni po przesłuchaniu najnowszego dziecka Kinga i S-ki. Wszystko przez to, że kiedy puścicie sobie dwa ostatnie kawałki o których pisałem i następnie coś innego (np. "Beauty Through Order") dozna mocnego dysonansu i zauważy znaczne różnice w charakterze kompozycji. To właśnie sprawi, że część z Was po przesłuchaniu płyty stwierdzi, że dostało jakąś masakrę, a nie Slayera.

Reasumując. Do tego albumu należy podejść z uwagą i zrozumieniem. Nie oczekujcie powtórki z rozrywki (no dobra to jest powtórka z rozrywki, jeżeli weźmiecie pod uwagę "Christ Illusion"), ale próbę nagrania czegoś świeżego. I na Boga, nie zrażajcie się. Ten album zasługuje na to, aby go posłuchać i to nie raz, a kilka razy, bo Slayer wrócił, a świat spłynął krwią.

Marcin Tomaszewski

Tytuł: World Painted Blood

Artysta: Slayer

Kraj/Rok: USA 2009

Dystrybutor: Sony Music

Komentarze
Zaloguj się lub zarejestruj
Redakcja
Redakcja 27.11.2009 o godz. 17:32
Sprawa wygląda tak, że na WPB w wielu piosenkach nie ma tej wściekłości, którą zespół prezentował na wspomnianych płytach. Weźmy również poprawkę na to, że recenzje zawsze mają to do siebie, iż są subiektywne i bardziej liczy się werdykt: "czy warto?", niż kwestia zagłębiania się w odczucia, bo każdy porówna ją do czegoś innego
slavc79
slavc79 20.11.2009 o godz. 21:17
Dwie sprawy.
Marek (iron68) napisał kilka mądrych słów i choć tekst zbyt długi jak na przyzwyczajenia współczesnej młodzieży - warto przeczytać.

I druga sprawa - tak się zastanawiam czy ja i piszący tę recenzję słuchaliśmy tej samej płyty. Według mnie na tej płycie jest więcej prostolinijności i szybkości ze starych czasów (tych, gdzie królowały kasety magnetofonowe) niż dźwięków z poprzedniej płyty.

Poza tym cieszę się, ze na portalach takich jak ten pisze się jeszcze o czymś innym niż komercha.

Pozdrawiam

S.
diaboliquue
diaboliquue 17.11.2009 o godz. 13:06
wreszcie...
iron68
iron68 15.11.2009 o godz. 19:02
Nie i jeszcze raz nie! Nie zgadzam się z Marcinem, który nie wiadomo do konca chwali, czy też gani SLAYER-a? Ja osobiście uważam, że długo kazali nam ZABÓJCY czekać na taki album. Ostatni raz wydali tak bardzo dobry album w 1990 roku. Wtedy ukazał się "SEASON..". Nowa płyta jest genialna, wręcz fantastyczna. Trzeba jej słuchać na słuchawkach, aby odnaleźć wszystkie zagrywki zarówno Kinga, Jeffa, czy też Dave'a. Tom Araya mimo swego wieku nadal potrafi wrzeszczeć tak , jak tylko On potrafi! A grać na basie również potrafi znakomicie!
To co rzuca się na uszy to prawdziwy, szczerze zagrany od serca thrash metal! Nie ma tych naleciałości hardcorowych, które trochę męczyły. Jest prawdziwy cios prosto w serce!!!
Tak jak powinien to zrobić zawodowy ZABÓJCA!
Ciągłe mówienie o Wielkiej Czwórce Thrashu jest stratą czasu! To bylo dawno temu i nieprawda! SLAYER pozostał jedyny, który na wszystkich płytach byl wierny swemu stylowi. Metallica od "czarnego" poszła w inne rejony, a o płytach "Load', czy "Reload" nawet nie ma co wspominać. Przecież na nich pomaszerowała ku scenie rockowej?! I ku jeszcze większej kasie! Anthrax według mnie nigdy nie byl Wielki. W tym samym czasie istniały kapele, które grały prawdziwy thrash metal, a nie jakiś metalo-śmieszny metal. Megadeth stoczył się po "Youthanasia". Taka jest prawda, i być może tak jak i Metallica ratuje twarz wydaniem "Endgame" - porównuję tutaj do "Magnetic Fields" Metallicy.
Wspominając inne zespoły tamtych czasów, a więc lat 80-tych istniały takie zespoły jak: EXODUS, HOLY TERROR, OVERKILL, METAL CHURCH, VIKING, HEATHEN. Ciekawe ile osób słyszało o tych zespołach? A druga fala przyniosła FORBIDDEN, EXHORDER, SADUS, RECIPIENTS OF DEATH i wiele innych. I choć SLAYER wydał dopiero swoją X płytę na prawie 30 lat działalności to należy im się korona królów thrash metalu.

Pozdrawiam!

Marek
Sabirous
Sabirous 06.11.2009 o godz. 08:23
Może znów zawitają do Polski !!!