Muse "The Resistance" - recenzja albumu. Bardzo subiektywna
Redakcja Students.pl - Muse "The Resistance" to już piąty studyjny album podobno najlepszego zespołu koncertowego na świecie. I z tym albumem mam największe problemy. Bo, o ile pierwsze trzy mnie znudziły (musicie mi wybaczyć, ale ja nie rozumiem zachwytów nad tymi płytami), o tyle czwarty al...
Muse "The Resistance" to już piąty studyjny album podobno najlepszego zespołu koncertowego na świecie. I z tym albumem mam największe problemy. Bo, o ile pierwsze trzy mnie znudziły (musicie mi wybaczyć, ale ja nie rozumiem zachwytów nad tymi płytami), o tyle czwarty album "Black Holes and Revelations" sprawił, że z większą ochotą sięgałem po "The Resistance". I tu pojawia się problem, bo ten album, to praktycznie nie płyta, to muzyczna epopeja, która spodoba się tylko niektórym.
Płytę "The Resistance" Muse możesz kupić w sklepie LITERIA.pl. Kliknij, aby przejść do sklepu.
Matthew Bellamy zapragnął stworzyć dzieło monumentalne, które będzie się liczyć w walce o tytuł płyty roku. Tylko ja się pytam po co? Z jednej strony nagrali album, który spodoba się wszystkim, którzy dotychczas słuchali/kochali/lubili Muse. Z drugiej strony, na tej płycie jest dużo materiału, który może wzbudzać mieszane uczucia za sprawą tego, że słychać na nim mocne inspiracje artystami, których już znamy, co powoduje, że teoretycznie nowe wcale nie jest już takie nowe. Żeby wspomnieć tylko Queen, które pobrzmiewa prawie w każdym utworze (nie mówię, że to zła inspiracja, wręcz przeciwnie).
Oczywiście jeżeli weźmiemy pod lupę poszczególne utwory, to wyjdzie na to, że już "Uprising" ma zadatki na hit (choć brzmi jak Billy Idol "White Wedding", chyba że się mylę). Nie wspominając o "Undisclosed Desires", które wprawdzie mi się nie kojarzy z niczym szczególnym, ale muszę przyznać, że jest całkiem wpadające w ucho (mój ulubiony kawałek na płycie).
Problemem może być końcówka płyty, która jest monumentalna i pewnie spodoba się tylko nielicznym. Dlaczego? Odpowiedź na to dają już tytuły utworów: "Exogenesis: Symphony Part I (Overture)", "Exogenesis: Symphony Part II (Cross Pollination)", "Exogenesis: Symphony Part III (Redemption)". Całość puentowana przez muzyczne cytaty z Chopina rozkocha w sobie każdego narodowca. Jednak nie o to w tym wszystkim chodzi.
To, o co chodzi?
Chodzi o to, że po kilku przesłuchaniach "The Resistance" uważam, że ten album jest pewnego rodzaju muzyczną wydmuszką. Nie z powodu tego, że jest beznadziejny. Chodzi bardziej o to, że początek i koniec nijak się mają do, moim zdaniem, bezbarwnego środka. Jak piszę ten tekst nie potrafię sobie przypomnieć żadnego z kolejnych utworów zaczynając od pozycji nr 4 na liście.
I nie pomaga mi fakt, że świetnie się słucha trzech części Exogenesis, bo co z tego, skoro nie pamiętam, co słyszałem wcześniej. Fani będą zachwyceni, wrogowie zadowoleni, a zwykły Iksiński będzie miał kolejny pretekst, aby posłuchać ciut innej muzyki niż zwykle.
W końcu, co to ma być?
Sam nie wiem. Może chodzi o to, że Bellamy i jego zespół miał ambicję nagrać dzieło, które będzie traktować o totalitaryzmie (podobno inspirowali się Orwellem. Oprócz Chopina jest jeszcze jeden smaczek, "United States Of Eurasia (+Collateral Damage)" nawiązuje do dzieł Zbigniewa Brzezińskiego). Może o to, że chcieli kilka piosenek, które będą świetnie brzmieć na koncertach. Może w końcu chcieli nagrać coś nowego.
Czy do końca nowego? Raczej nie, bo część utworów to kwintesencja tego, co wynudziło mnie na pierwszych trzech płytach. Niby płyta zyskuje przy bliższym poznaniu, ale ocenę pozostawiam Wam.
Zamiast podsumowania
Napiszę tylko tyle, Muse po dobrym ostatnim albumie znowu mnie wynudziło, jednak pragnę zaznaczyć, że jestem całkowicie nieobiektywny i nie należy kierować się moją argumentacją.
Jeżeli jeszcze "The Resistance" nie słyszeliście, to posłuchajcie, bo jestem ciekawy, co o niej myślicie.
Marcin Tomaszewski
Tytuł: The Resistance
Artysta: Muse
Kraj/Rok: Wielka Brytania 2009
Dystrybutor: Warner Music
Zaloguj się lub zarejestruj
Być może po "The Resistance" zdecyduję się jeszcze raz sięgnąć po poprzednie płyty grupy, które (nie licząc kilku piosenek) mnie (podobnie jak Marcina) dotąd nudziły.