• Zarejestruj się
  • Rejestracja Reklamodawcy
  • Logowanie
Szukaj
Najnowsze artykuły
15. Czerwiec 2009, 12:31 Muzyka CD / Winyl

Riverside "Anno Domini High Definition" - Polak potrafi!

Jurek Gibadło - Oj, obrodziło nam w tym roku dobrymi polskimi płytami. Począwszy od znakomitego "Der Prozess" Armii co jakiś czas dostajemy świetne albumy Made In Poland. Dziś na rynku pojawia się kolejny kandydat do najlepszego krążka A.D. 2009 -> (nomen omen) "Anno Domini High Definit...

Riverside "Anno Domini High Definition" - Polak potrafi!

Oj, obrodziło nam w tym roku dobrymi polskimi płytami. Począwszy od znakomitego "Der Prozess" Armii co jakiś czas dostajemy świetne albumy Made In Poland. Dziś na rynku pojawia się kolejny kandydat do najlepszego krążka A.D. 2009 -> (nomen omen) "Anno Domini High Definition" grupy Riverside.

Warszawiacy wydając "Rapid Eye Movement" uwolnili się od trzymającej ich w ryzach formy opowieści spod znaku "Reality Dream" i wreszcie mogli pokazać cały swój potencjał. "ADHD" jest - jak zapowiadali - bardziej rockowe niż poprzednie dokonania grupy, zdecydowanie bardziej intensywne i niesamowicie różnorodne.

Płyta jest krótka (44:44), ale nie pozostawia niedosytu - każdy utwór mieni się różnymi barwami progresywnego rocka dając niesamowitą frajdę ze słuchania. Zaczyna się nerwowym "Hyperactive" - ilością zawartych motywów w tym utworze można byłoby obdzielić całą płytę! Mimo to muzyka płynie lekko, każdy dźwięk znajduje się dokładnie tam, gdzie powinien. Pozytywnie zaskakuje Mariusz Duda, który pokazuje pełną różnorodność swojego głosu w zaledwie 5 minut - gładkie przejścia z mocnego śpiewu do falsetu robią znakomite wrażenie.

Echa "starego" Riverside słychać w "Driven To Destruction", szczególnie w środkowej części utworu, gdy gitara i klawisze tworzą ten charakterystyczny dla poprzednich płyt klimat. Muzycy warszawskiej formacji pokazują kunszt w następnych kawałkach - promującym całość "Egoist Hedonist" gitarzysta Piotr Grudziński gra jak natchniony coraz to piękniejsze solówki, a w "Left Out" klawiszowiec Michał Łapaj czaruje przy użyciu Hammondów. Dodatkowym smaczkiem "Egoist Hedonist" jest obecność instrumentów dętych, które tylko dodają kolorytu tej i tak już różnorodnej muzyce.
Także perkusista Piotr Kozieradzki pokazuje na co go stać, przede wszystkim w kończącym płytę "Hybrid Times", gdzie pozwala sobie nawet na blasty (widać, natura ciągnie wilka do lasu, wszak Kozieradzki grał kiedyś w death metalowym Hate :D)! Swoją drogą - to chyba jakaś moda wśród prog rockowych perkusistów; na nowej płycie Dream Theater Mike Portnoy również masakruje swój zestaw perkusyjny serią blastów.

Różnorodność, wręcz chaos (paradoksalnie - zaplanowany) są wyróżnikami "ADHD" - wszak tytuł albumu jak i tematyka zobowiązują. Mariusz Duda w swoich tekstach znakomicie oddaje klimat naszych czasów, w których człowiek nastawiony jest zdecydowanie bardziej na własną przyjemność niż na pomoc innym; zdanie "(...) just let me live without your pain" ("Egoist Hedonist") mówi samo za siebie... Wydaje się, że dobra muzyka jest jedyną nadzieją dla tego świata.

Riverside albumem "Anno Domini High Definition", moim zdaniem, wspiął się na szczyt światowego progressive rocka, czerpiąc z dokonań najlepszych a przy tym zachowując swój niepowtarzalny styl. Do czasu nowych albumów Tool i Porcupine Tree (Dream Theater nie liczę - panowie nie popisali się ostatnim albumem "Black Clouds & Silver Linings") stawiam Warszawiaków na pierwszym miejscu w mojej prywatnej klasyfikacji. Sądzę, że nie będę odosobniony :).


PS: do limitowanej edycji płyty dołączone jest całkiem ciekawe DVD z koncertu grupy w Amsterdamie - polecam więc zakupić tą wersję (jest tylko kilka złotych droższa).

Moja ocena: 5/5

Tytuł: Anno Domini High Definition

Wykonawca: Riverside

Kraj/rok: Polska/2009

Wydawca: Mystic Production

Komentarze
Zaloguj się lub zarejestruj
virginsnatch
virginsnatch 16.06.2009 o godz. 07:58
Swietna muzyka, juz dawno zadna progresywna plyta mnie tak nie urzekla
marcint
marcint 15.06.2009 o godz. 16:05
Ja też lubię zwarte płyty, jednak wolę kiedy trochę dłużej mogę się cieszyć nowym dorobkiem ukochanego zespołu. No chyba, że płyta jest do kitu, wtedy modlę się, żeby była krótsza
Joozec
Joozec 15.06.2009 o godz. 15:58
Znaczy się - ja lubię zwarte płyty, niemniej tak dla przyzwoitości to czas jej trwania musi 45 minut przebić . Choć czasem robię wyjątki - takim jest bez wątpienia "ADHD".
marcint
marcint 15.06.2009 o godz. 15:51
Joozec ma rację, co do długości płyt. Człowiek czeka na nowy materiał swoich idoli, a oni co robią? Wydają płytę, która trwa porażające 38 minut. Nie wiem czym jest to spowodowane, ale wolę kiedy tego słuchania starczy na trochę dłużej. Optymalnie godzinka pitolenia jest ok.
Joozec
Joozec 15.06.2009 o godz. 15:09
Przypomnieć Ci ile trwało "Stadium Arcadium"?
Poza tym każdy progresywny zespół upycha muzyki po same brzegi (patrz: Dream Theater najnowszy - 74 minuty; ostatnie Porcupine Tree - Steven się musiał tłumaczyć dlaczego tylko 50 minut...).
krzybednar
krzybednar 15.06.2009 o godz. 14:42
Krótka? 45 minut to jest przecież obecnie tasiemiec, nie płyta